Polskie rozmowy o duchach i talerzach rzadko zaczynają się od liczb. Zaczynają się od historii opowiedzianej przy stole, od snu, którego ktoś nie umie zapomnieć, od światła nad polem, którego nie dało się nazwać. Sondaże nie rozstrzygają, czy te historie są prawdziwe. Pokazują tylko, jak często dorośli w Polsce są gotowi powiedzieć ankieterowi, że coś takiego im się zdarzyło albo że w ogóle dopuszczają, iż świat nie kończy się na tym, co da się zmierzyć. Ta różnica – między wiarą a własnym przeżyciem, między duchem babci a obiektem na niebie – jest w polskich badaniach wyraźniejsza, niż mogłoby się wydawać.
Nie istnieje jedno pytanie zadane całemu krajowi w jednym roku: „czy miał pan do czynienia ze zjawiskami niewyjaśnionymi”. Są za to kilka poważnych pomiarów z różnych lat, które trzeba czytać ostrożnie, bo zmiana jednego słowa w ankiecie potrafi przesunąć wynik o kilkanaście punktów. Poniższy tekst zbiera to, co z tych badań da się powiedzieć bez dopowiadania.
Wiara i doświadczenie to dwa różne pytania
Łatwo skleić te sprawy w jedno zdanie i powiedzieć, że „połowa Polski wierzy w duchy”. W sondażach to jednak dwa osobne światy. Można uważać, że duchy istnieją, i nigdy nie przeżyć niczego, co samemu uznałoby się za kontakt. Można też opisać dziwny incydent i jednocześnie twierdzić, że raczej nie wierzy się w zaświaty. W polskich badaniach wiara jest zwykle wyraźnie wyższa niż deklarowane osobiste spotkanie. To typowy wzorzec także poza Polską: ludzie chętniej zostawiają sobie furtkę w światopoglądzie, niż podpisują się pod relacją „widziałem”.
W 2023 roku Ipsos pytał Polaków, czy wierzą w istoty nadprzyrodzone – duchy, demony, wróżki. Twierdząco odpowiedziało 47 procent, wynik bliski średniej z kilkudziesięciu krajów. W tym samym badaniu 54 procent deklarowało wiarę w niebo, 44 procent w piekło, 43 procent w diabła. To są przekonania, nie wspomnienia z konkretnej nocy.
Kilka lat wcześniej, w 2011 roku, CBOS pytał inaczej: nie „czy wierzysz w duchy”, tylko czy zgadzasz się z zestawem stwierdzeń bliskich New Age. Kontakt z umarłymi za możliwy uważało 28 procent. Że Ziemię odwiedzają latające talerze – 17 procent. Że gdzieś we wszechświecie jest inna rozumna cywilizacja – 39 procent. Jasnowidzenie akceptowało 59 procent. Najwięcej wątpliwości budziły właśnie UFO i pozaziemska cywilizacja: do tych pytań nie umiało się ustosunkować odpowiednio 20 i 30 procent.
Jeszcze inny obraz dają pytania o własne życie. Tam liczby spadają. I właśnie te liczby odpowiadają na pytanie, z jakim odsetkiem Polaków „miało do czynienia” coś, co sami uznali za niewyjaśnione.

Duchy: od siedmiu do dwudziestu dwóch procent, zależnie od słów
Najczęściej powracająca liczba w polskich relacjach o duchach to 22 procent. Pochodzi z badania „Zjawiska nadprzyrodzone oczami Polaków”, które SW Research zrobiło na zlecenie kanału CI Polsat około 2016–2017 roku, na dużej próbie – w opracowaniach pojawia się ponad dwa tysiące respondentów. Ankietowani twierdzili, że przeżyli w życiu zdarzenie, które można przypisać działaniu duchów. To sformułowanie jest szerokie. Nie wymaga, by ktoś widział postać w korytarzu. Wystarczy, że sam powiązał konkretne zdarzenie z duchem.
W tym samym materiale badawczym pojawia się też ciaśniejsze pytanie o „kontakt z duchami”. Wtedy odsetek spada do około 7 procent. Osobno liczono kontakt ze zmarłymi we śnie: około 30 procent kobiet i 20 procent mężczyzn. Sen o zmarłym jest w Polsce doświadczeniem na tyle częstym i kulturowo oswojonym, że wiele osób nie nazwie go od razu „spotkaniem z duchem”, choć w szerokim rachunku nadprzyrodzoności właśnie tam ląduje.
CBOS w wrześniu 2011 roku, na reprezentatywnej próbie 1077 dorosłych, zadał pytanie bardziej konkretne: czy zdarzyło się spotkanie z duchem zmarłego człowieka. Twierdząco odpowiedziało 13 procent. O „obecności” ducha mówiło 3 procent. To nie jest ten sam wynik co 22 procent z badania telewizyjnego i nie powinien być do niego przyrównywany jeden do jednego. Inna pracownia, inny rok, inne słowa. Oba pomiary pokazują jednak ten sam rząd wielkości: osobiste relacje o duchach dotyczą wyraźnej mniejszości, ale nie marginesu rzędu jednego czy dwóch procent.
Jak było dawniej
Starszy sondaż Instytutu Badania Opinii RMF, opisywany około 2010 roku, dawał znowu 22 procent doświadczeń przypisywanych duchom. Powtarzalność tej liczby w dwóch różnych badaniach z początku drugiej dekady XXI wieku jest uderzająca, choć nie oznacza, że odsetek jest „ustawiony na zawsze”. Po prostu przez kilka lat polskie ankiety, gdy pytały szeroko o zdarzenie „z duchem w tle”, lądowały w okolicy co piątego, co czwartego dorosłego.
W opracowaniach z 2017 roku powraca też wniosek mocniejszy i trudniejszy do precyzyjnego rozłożenia na kategorie: doznania nadprzyrodzone deklarowała około połowa respondentów. Chodziło o szeroką siatkę – przeczucia, sny, dziwne incydenty, wrażenie obecności, kontakty ze zmarłymi – a nie wyłącznie o klasyczne widzenie zjawy. W części jakościowej tego projektu, opisanej później w „Polityce”, wybrani losowo respondenci opowiadali w długich rozmowach o co najmniej jednym dziwnym zdarzeniu z życia. To już nie jest odsetek z tabeli. To temperatura materiału, który zostaje, gdy ankieter przestaje zamykać odpowiedź w „tak” albo „nie”.

UFO: siedem procent relacji, dużo wyższa wiara
UFO w polskich sondażach zachowuje się inaczej niż duchy. Wiara, że „coś jest na rzeczy”, jest wysoka. Osobiste relacje są wyraźnie rzadsze.
W 2023 roku Kantar Public na zlecenie National Geographic zapytał Polaków, co wiedzą o UFO. 47 procent uznało, że UFO istnieje. 54 procent stwierdziło, że istnieją dowody na cywilizacje pozaziemskie. 79 procent poprawnie rozwinęło skrót jako niezidentyfikowany obiekt latający. 37 procent szukało informacji na własną rękę, niemal wyłącznie w internecie. 61 procent uważało, że rządy powinny gromadzić i upubliczniać materiały na ten temat. I w tym samym badaniu 7 procent przyznało, że widziało UFO albo miało kontakt z istotami pozaziemskimi. Część nagłówków pisała wtedy o „blisko dziesięciu procentach”. W treści raportu, powtarzanej przez kilka redakcji, zostaje siódemka.
Sondaż RMF z okolic 2010 roku dawał 5 procent osób, które przeżyły sytuację wiązaną przez nie same z niezidentyfikowanymi obiektami. CBOS w 2011 roku w ogóle nie pytał o widzenie talerza, tylko o zgodę ze zdaniem, że Ziemię odwiedzają latające talerze. Zgadzało się 17 procent, o sześć punktów mniej niż w analogicznym pomiarze z 1997 roku. Wiara w wizyty spadła, wiara w samą istnienie innej cywilizacji we wszechświecie została na poziomie 39 procent. Polacy łatwiej przyjmują, że nie jesteśmy sami, niż że ktoś już tu lądował.
Jesteśmy w tyle stawki
Globalne porównanie z sondażu Ipsos z 2022 roku ustawia Polskę raczej z tyłu stawki, jeśli chodzi o oczekiwanie bliskiego kontaktu. Tylko 10 procent dorosłych w Polsce uznało, że w 2023 roku Ziemię mogliby odwiedzić kosmici. To wynik bliski Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii i daleki od Indii czy Arabii Saudyjskiej. Otwartość na temat nie oznacza więc u nas gorączki „oni przylecą w tym roku”.
Polska ma własne, wielokrotnie opisywane historie – Emilcin z 1978 roku, zdjęcia z Zdan, relacje pilotów – ale sondaż nie pyta o znajomość tych spraw. Pyta, czy respondent sam coś widział. Siedem procent z 2023 roku to wciąż, przy trzydziestu kilku milionach dorosłych, bardzo duża zbiorowość deklaracji. Sondaż nie weryfikuje, co kto zobaczył. Rejestruje tylko gotowość, by to powiedzieć.
Gdy pytanie obejmuje wszystko, co dziwne
Najbardziej mylące bywa mieszanie kategorii. Duch, sen o zmarłym, spełnione przeczucie, proroczy sen, wrażenie wyjścia z ciała i światło na niebie to dla części ludzi jeden worek „niewyjaśnionego”, dla części – rzeczy z zupełnie innych światów: religii, psychologii, astronomii, folkloru.
CBOS w 2011 roku rozdzielił te doświadczenia. Przeczucie faktów, które później naprawdę nastąpiły, zgłosiło 42 procent. Proroczy sen – 26 procent. Spotkanie z duchem – 13 procent. Doświadczenie znalezienia się poza ciałem – 3 procent. Te odsetki nie sumują się do całości społeczeństwa, bo jedna osoba może mieć kilka takich wspomnień. Pokazują natomiast, że „coś dziwnego” w wąskim, codziennym sensie jest w deklaracjach dużo częstsze niż klasyczne widzenie zjawy albo talerza.
W badaniu CI Polsat do najczęściej wskazywanych przekonań należały świadome przeżycie śmierci klinicznej (54 procent), cuda o charakterze religijnym (41 procent) oraz prorocze sny i egzorcyzmy (po 37 procent). Spełnienia wróżby osobiście doświadczyło 6,4 procent, 7,3 procent nie było pewnych, 3 procent znało kogoś, komu miało się to zdarzyć. Badacze podzielili postawy na trzy grupy: największą stanowili umiarkowani sceptycy, około 60–70 procent, mniejszą osoby ze środka, a najmniejszą – około 8 procent – ludzie otwarci, z wiedzą ezoteryczną i własnymi doświadczeniami. Nawet w grupie sceptyków część zostawiała sobie zdanie, że „może coś w tym jest”. W jednym z omówień pojawiło się 75 procent Polaków skłonnych przyznać nauce, że nie tłumaczy wszystkiego.
To jest ten „margines bezpieczeństwa”, o którym mówili autorzy badania: niezależnie od deklarowanej religii człowiek przenosi część niejasnych zdarzeń poza język laboratorium. W Polsce ten margines jest szeroki. Nie oznacza to, że większość kraju chodzi na seanse. Oznacza, że całkowite domknięcie świata w kategoriach wyłącznie przyrodniczych nie jest u nas postawą dominującą.
Wiek zmienia temat, niekoniecznie natężenie
Wiek nie działa tu jak suwak „im starszy, tym bardziej przesądny”. Zależy, o co pytamy.
W materiale SW Research z 2017 roku duchy, cuda i opętania częściej przyjmowali ludzie młodzi. Osoby po czterdziestce rzadziej dopuszczały te zjawiska i – co ważne – ten spadek utrzymywał się niezależnie od wykształcenia i deklarowanej religijności. UFO, doświadczenia z pogranicza śmierci, telepatia i prekognicja zachowywały się odwrotnie: wiara w nie generalnie rosła z wiekiem i z wykształceniem. Sondaż RMF z początku dekady rysował ten sam podział: duchy jako sprawa młodych, kosmici jako sprawa ludzi dojrzałych.
CBOS w 2011 roku zbudował wskaźnik akceptacji idei New Age. Najniższy był wśród osób 18–24 lata. Jeden z wyższych – wśród 45–54-latków. Akceptacji sprzyjał wiek powyżej 44 lat. Najmłodsi dorośli sprzed piętnastu lat byli więc wobec tego pakietu bardziej powściągliwi niż ludzie w średnim wieku. To ważny detal, bo dzisiejsza opowieść o „młodych i ezoteryce” nie była wtedy oczywistością.
Wiara spada
Nowsze badanie Ipsos z 2023 roku pokazuje już inny rozkład pokoleniowy, ale dotyczy wiary, nie relacji „widziałem”. W Polsce pokolenie Z identyfikuje się jako katolicy o 28 punktów procentowych rzadziej niż baby boomers. Wiara w Boga opisanego w świętych tekstach jest u Zetek o 10 punktów niższa. Jednocześnie to właśnie najmłodsi dorośli częściej niż boomerzy deklarują wiarę w niebo, piekło, diabła i byty nadprzyrodzone. Instytucjonalna religia słabnie, a „luźna” nadprzyrodzoność niekoniecznie. To nie jest powrót do parafii. To raczej rozdzielenie Kościoła i przekonania, że świat ma jeszcze drugie dno.
Brakuje publicznie podanych tabel, które rozbiłyby 22 procent doświadczeń z duchem albo 7 procent widzeń UFO na grupy 18–24, 35–44 i 65 plus. Wiadomo tylko, w którą stronę szły komentarze autorów. Osobne zastrzeżenie metodologiczne: im ktoś starszy, tym więcej lat życia na jakiekolwiek zdarzenie. Jeśli mimo to młodsi częściej mówią o duchach, chodzi raczej o język, w jakim interpretują przeżycie, i o gotowość, by to powiedzieć obcej osobie z kwestionariuszem.

Kobiety, mężczyźni i mapa kraju
Płeć tnie ten temat ostrzej niż wiele innych podziałów społecznych. W badaniu CI Polsat kobiety częściej wierzyły w duchy, mężczyźni częściej w cywilizacje pozaziemskie i UFO – ci ostatni opisywani bywali jako czytelnicy fantastyki i science fiction. Różnica przy samych spotkaniach z duchem była drastyczna: czterokrotnie więcej kobiet niż mężczyzn deklarowało takie doświadczenie. Kontakt ze zmarłymi we śnie też był częstszy u kobiet. To nie jest polski wyjątek. W wielu krajach relacje o duchach i praktyki spirytualne częściej zgłaszają kobiety, a zainteresowanie UFO – mężczyźni, choć w szczegółach bywa różnie.
Geografia w tym samym badaniu nie układała się w prosty podział „wschodnia Polska bardziej religijna, więc bardziej duchowa”. Wiara w zjawiska nadprzyrodzone o religijnym rodowodzie – cuda, anioły, obcowanie ze świętymi – była wyższa na wschodzie i południu. Samo zainteresowanie paranormalnością, jasnowidzeniem czy UFO częściej opisywano na południowym zachodzie. Na Dolnym Śląsku wiara w egzorcyzmy i w UFO pojawiała się w omówieniach na poziomie 48 procent. W Lubuskiem wyróżniało się jasnowidzenie i telekineza. Podlasie w jednym z regionalnych odczytów tego badania wypadało ponad średnią krajową przy UFO: 33 procent wobec 27 procent w całym kraju, przy bardzo wysokiej wierze w anioły. Kantar w 2023 roku też notował Podlasie powyżej średniej przy wierze, że UFO istnieje. To są odczyty z komunikatów prasowych, nie pełne tabele wojewódzkie, więc trzeba je traktować jako kierunek, nie jako atlas.
Wykształcenie to nie wyznacznik
W CBOS z 2011 roku wyższy wskaźnik idei New Age mieli między innymi mieszkańcy miast od 101 do 500 tysięcy ludzi, osoby o niższych dochodach na osobę, renciści i gospodynie domowe. Najniższy – najmłodsi, uczniowie i studenci oraz kadra kierownicza i specjaliści z wyższym wykształceniem. Wykształcenie nie działało więc jak prosty filtr „im więcej szkoły, tym mniej duchów”. W materiale z 2017 roku część zjawisk – UFO, telepatia, prekognicja, NDE – wręcz rosła wraz z wykształceniem. To psuje wygodny stereotyp o przesądach jako sprawie wyłącznie wsi i braku dyplomu.

Co się zmieniło, a czego nie wiemy
Między 1997 a 2011 rokiem CBOS zobaczył spadek akceptacji wielu stwierdzeń z pakietu New Age. Przewidywanie przyszłości spadło o 9 punktów, wpływ znaku zodiaku o 9, telepatia o 7, UFO o 6, jasnowidzenie o 5. Lekko wzrosły natomiast wiara w zły urok i w możliwość kontaktu z umarłymi. Polska nie szła wtedy jedną ścieżką „coraz więcej magii” ani „coraz mniej”. Część wyobrażeń słabła, część trzymała się albo nawet przybierała.
Po 2011 roku nie ma już analogicznego, równie szczegółowego komunikatu CBOS o duchach i talerzach. Są za to wycinkowe pomiary: Ipsos o bytach nadprzyrodzonych, Kantar o UFO, stare, ale wciąż cytowane badanie CI Polsat o doświadczeniach. Luka jest poważna. Nie da się rzetelnie powiedzieć, czy 13 procent spotkań z duchem z 2011 roku jest dziś wyższe, niższe, czy podobne. Można tylko zestawić to, co jest.
W tle zmienia się religijność instytucjonalna. CBOS od lat pokazuje spadek odsetka osób określających się jako wierzące oraz spadek cotygodniowych praktyk – w 2024 roku regularne praktykowanie co tydzień opisywano jako najniższe w historii pomiarów, na poziomie 34 procent, a odsetek niewierzących rósł. Jednocześnie Ipsos widzi u młodych wyższą niż u boomerów gotowość, by potwierdzić istnienie piekła, diabła i duchów. Sekularyzacja nie czyści automatycznie pola z nadprzyrodzoności. Czasem tylko przesuwa ją z mszy do internetu, horoskopu, podcastu i rozmowy o „energii”.
Osobną sprawą jest to, czego sondaż nie umie zmierzyć. Ankieter nie ogląda nagrania. Nie odróżnia paraliżu sennego od „obecności w pokoju”, satelity od talerza, żałobnego snu od wizyty zmarłego. Ludzie różnie pamiętają, różnie się wstydzą, różnie chcą zaimponować albo przeciwnie – zbić temat żartem. Siedem procent relacji o UFO może zawierać zarówno uczciwe „widziałem coś, czego nie umiem nazwać”, jak i ironię, pomyłkę i opowieść opowiedzianą już tyle razy, że stwardniała. To nie unieważnia sondażu. Oznacza tylko, że liczba opisuje deklarację, nie zdarzenie.

Jaki obraz zostaje, gdy złożyć te badania obok siebie
Jeśli pytanie brzmi wąsko – czy Polak twierdzi, że widział ducha albo miał z nim kontakt – dostępne pomiary układają się między mniej więcej 7 a 22 procentami, zależnie od tego, jak szeroko zdefiniuje się przeżycie. CBOS daje 13 procent spotkania z duchem zmarłego. Badanie telewizyjne daje 22 procent zdarzenia przypisanego duchom i około 7 procent „kontaktu”. Sny o zmarłych są wyraźnie częstsze.
Jeśli pytanie dotyczy UFO rozumianego jako własne widzenie albo kontakt, polskie sondaże mówią o 5–7 procentach. Wiara, że UFO istnieje albo że są dowody na inne cywilizacje, jest wielokrotnie wyższa i w 2023 roku przekracza albo ociera się o połowę badanych.
Jeśli pytanie jest najszersze – czy człowiek miał w życiu jakieś doznanie, które sam umieszcza po stronie nadprzyrodzonej albo przynajmniej niewyjaśnionej – opracowania z 2017 roku mówią o okolicy połowy respondentów, a CBOS pokazuje, że same sprawdzone przeczucia zgłasza ponad dwie piąte.
Młodsi częściej biorą na siebie język duchów. W starszych polskich badaniach dojrzali częściej otwierali się na UFO i część zdolności parasensorycznych. Dziś najmłodsi dorośli rzadziej nazywają się katolikami, a częściej niż dziadkowie potwierdzają istnienie bytów nadprzyrodzonych. Kobiety ciągną statystykę duchów, mężczyźni – statystykę kosmosu. Żadna z tych regularności nie zamienia się w dowód, że duchy chodzą po klatkach, a nad polami wiszą statki. Zamienia się w portret społeczeństwa, które przy całej swojej sławie z racjonalnego zrzędzenia wciąż zostawia w światopoglądzie spory nieoświetlony kąt.
Ten kąt nie jest w Polsce niszą internetowych forów. Jest dość szeroki, żeby pojawiać się w badaniach ogólnopolskich od RMF przez CBOS i SW Research aż po Kantar i Ipsos. Zmienia się jego kształt. Nie zanika.

