Recenzja „Szkoła w czasach AI” Jowity Michalskiej

86ef5efa-237d-41c3-9b01-62578fc35484
Katarzyna Petrykowska

Książka „Szkoła w czasach AI” Jowity Michalskiej okazała się dla mnie niezwykle ciekawą i inspirującą lekturą, szczególnie teraz, gdy mój synek właśnie rozpoczął naukę w szkole podstawowej. Lektura ta pozwoliła mi spojrzeć na edukację z zupełnie nowej perspektywy, w świecie, w którym technologia i sztuczna inteligencja coraz mocniej wkraczają w nasze życie.

Autorka w przystępny i angażujący sposób porusza temat nowych technologii i ich wpływu na system edukacji. Bardzo spodobało mi się to, że w książce przedstawione są ciekawe przykłady rozwiązań edukacyjnych z innych krajów. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak różne państwa podchodzą do wyzwań związanych z cyfrową transformacją szkół.

Jednak najbardziej zaskoczyło mnie (i zarazem ucieszyło) , że Polska wcale nie pozostaje tak bardzo w tyle, jak mogłoby się wydawać. Autorka wspomina m.in. o innowacyjnych placówkach, takich jak Campus Bemke w województwie małopolskim czy Szkoła No Bell w mazowieckim, które już teraz wprowadzają nowoczesne metody nauczania, eksperymentują z technologiami przyszłości, a nawet wprowadzają nowe wartościowe przedmioty np.inteligencja emocjonalna.

Czy edukacja naprawdę zmierza w stronę metody sokratycznej, opartej na dialogu i samodzielnym dochodzeniu do prawdy? A może w przyszłości nauczycieli zastąpią roboty i asystenci AI? To pytania, które po lekturze tej książki na długo zostajną w mojej głowie.Osobiście wizja szkoły przyszłości w 2040 r. jaką roztacza Pani Jowita Michalska, bardzo mi się podoba. Nie zdradzę jednak więcej szczegółów, by nie odebrać Wam przyjemności z samodzielnego odkrywania tej fascynującej publikacji.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu MT Biznes 

Przeczytaj również: Recenzja trylogii „Poltergeist”: duchy, lęki i amerykański sen w rozsypce
Dwie siostry, jedno życie i decyzja, która przerwała delikatną równowagę. Historia bliźniaczek Eller pokazuje, jak cienka bywa granica między istnieniem a rezygnacją.
Zaduszki to czas, gdy granica między światami staje się cienka. Światło świec przypomina o miłości silniejszej niż śmierć, a cisza niesie głos przodków. To nie smutek, lecz święto pamięci i obecności — tam, gdzie płomień spotyka cień, a życie i śmierć tańczą w jednym rytmie.
Co jeśli śmierć to nie koniec, ale początek najbardziej osobistej podróży? „Hereafter” w reżyserii Clinta Eastwooda to subtelna opowieść o życiu po życiu, traumie, stracie i nadziei, która rodzi się tam, gdzie milkną słowa. Trzy historie, trzy kontynenty, jedno pytanie: czy naprawdę chcemy znać odpowiedź?