Kiedy po raz pierwszy sięgamy po tytuł, który wprost konfrontuje nas z tematem śmierci, wiele osób może poczuć początkowe wahanie. Właśnie dlatego recenzja książki „Ze śmiercią im (nie) do twarzy” Anny Matusiak zasługuje na to, by rozłożyć ją na czynniki pierwsze w sposób dokładny i bez żadnych upiększeń. Ta publikacja Wydawnictwa Wielka Litera z 2025 roku liczy sobie 344 strony i stanowi prawdziwy dziennikarski reportaż w formie długich, szczerych rozmów.
Kim jest autorka Anna Matusiak i dlaczego warto jej zaufać?
Anna Matusiak to autorka, której doświadczenie buduje natychmiastowe zaufanie. Z ponad dwudziestoletnim stażem dziennikarskim w mediach takich jak TVP, Polskie Radio, Plejada czy Superstacja, prezenterka, wykładowczyni, absolwentka filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Wrocławskim, a jednocześnie suicydolożka i studentka psychologii – to wszystko składa się na profil osoby, która nie boi się najtrudniejszych tematów. Wcześniej wydała książki „Skazane” i „Molestowane”, w których także sięgała po prawdziwe, trudne historie. W „Ze śmiercią im (nie) do twarzy” nie teoretyzuje z bezpiecznej odległości, nie filozofuje ani nie pociesza na siłę. Zamiast tego siada naprzeciwko ludzi, którzy śmierć widzą na co dzień – fizycznie, emocjonalnie i duchowo – i zadaje pytania, na które większość z nas boi się nawet pomyśleć na głos. Całość jest napisana ludzkim, bezpośrednim językiem, bez lania wody i bez moralizowania, co sprawia, że czyta się ją jak rozmowę przy stole, a nie jak akademicki traktat.
O czym jest książka „Ze śmiercią im (nie) do twarzy”?
Tytuł, który na początku konwersacji pojawił się jako „ze śmiercią jej (nie) do twarzy”, został już na starcie precyzyjnie skorygowany – chodzi o „im”, co nadaje całości uniwersalny, a jednocześnie bardzo osobisty wymiar. To nie jest beletrystyka ani powieść z suspensem, lecz mocny, nieocenzurowany zapis konfrontacji z granicą między światami, którą większość z nas woli omijać szerokim łukiem. Forma książki to zbiór długich wywiadów z profesjonalistami, których codzienność rozgrywa się dokładnie na granicy między światami. Autorka nie idzie na skróty i nie wybiera łatwych rozmówców.
Pojawia się między innymi medium, właściciel zakładu pogrzebowego, ksiądz pełniący posługę kapłańską w szpitalu, negocjator policyjny, psycholożka pracująca w hospicjum, archeolog sądowy, tarocista, a także – jak wynika z reakcji czytelniczych – doula śmierci oraz lekarz przeprowadzający eutanazję w Holandii. Każda z tych rozmów jest szczera, czasem szokująca, czasem bardzo osobista, a pytania autorki są ostre i trafiają w sedno. Co najciekawsze, odpowiedzi rozmówców, niezależnie od ich światopoglądu – czy to osoby wierzące, naukowcy, czy przedstawiciele świata ezoterycznego – zaczynają się nakładać i pokazywać zaskakująco podobne uniwersalne prawdy o śmierci. To jeden z najmocniejszych efektów całej książki: śmierć okazuje się mieć swoje własne, ponadświatopoglądowe reguły, które działają niezależnie od tego, w co wierzymy.

Dlaczego ta książka pomaga oswoić lęk przed śmiercią?
Przechodząc do tego, co czyni tę publikację naprawdę wyjątkową, warto zatrzymać się dłużej przy łamaniu tabu. Anna Matusiak nie moralizuje i nie próbuje na siłę pocieszać czytelnika. Pokazuje śmierć jako naturalną część życia, a nie tylko jego dramatyczny koniec. Dzięki temu książka naprawdę pomaga oswoić lęk, który towarzyszy nam wszystkim, choć rzadko przyznajemy to na głos. Emocjonalna autentyczność tekstu jest tu na pierwszym planie – pojawiają się momenty, przy których czytelnik czuje gęsią skórkę, zwłaszcza podczas wywiadu z medium, który wielokrotnie był wskazywany w recenzjach jako absolutny champion. Są wzruszenia, są historie, które zostają w głowie na długo, są też bardzo praktyczne spostrzeżenia: jak ważne jest zwyczajne „siedzenie przy stole” z bliskimi w trudnych chwilach, jak inaczej umierają dzieci w porównaniu z dorosłymi, jak wygląda „targowanie się z Bogiem” w obliczu nieuniknionego. Całość zachowuje doskonałą równowagę – nie jest to ani suchy podręcznik suicidologii, ani newage’owa bajka. To po prostu dziennikarstwo w najlepszym wydaniu: konkret, przykłady z życia, emocje i zero zbędnych ozdobników.
Czy książka „Ze śmiercią im (nie) do twarzy” ma jakieś wady?
Oczywiście żadna książka nie jest idealna, dlatego warto wspomnieć też o słabszych stronach, o których pisali niektórzy czytelnicy. Pojawiają się głosy, że momentami brakuje bardziej szczegółowych, konkretnych opisów – rozmówcy czasem unikają dokładnych przykładów, przez co trudniej sobie wyobrazić, jak dokładnie wygląda praca na przykład douli śmierci. Ponieważ całość ma formę rozmów, nie ma tu typowego suspensu ani cliffhangerów jak w powieści. To po prostu długie, głębokie wywiady, które czasem płyną spokojniej, a czasem uderzają z dużą siłą. Nie jest to więc lektura dla kogoś, kto szuka rozrywki czy szybkiej akcji, ale raczej dla osoby gotowej na spokojną, ale bardzo intensywną konfrontację z tematem.
Recenzje w sieci są w większości pozytywne i podkreślają, że publikacja naprawdę pomaga w oswojeniu lęku przed śmiercią. Szczególnie ciepło wypowiadano się o niej na blogu Grozownia.pl, gdzie recenzentka pisała wprost o gęsiach skórkach i o tym, że książka nie uleczy żałoby ani nie zastąpi pustki po stracie bliskiej osoby, ale może być tym „plastrem”, którego wielu z nas potrzebuje. Osobiście, po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich wątków, oceniam książkę na 9,5/10. To nie jest ocena na wyrost – wynika z tego, jak bardzo zmienia ona sposób myślenia o życiu właśnie dlatego, że przypomina o jego skończoności.

Dla kogo jest książka Anny Matusiak i dlaczego warto ją przeczytać?
„Ze śmiercią im (nie) do twarzy” Anny Matusiak to książka, która robi coś ważnego i rzadkiego: zamienia milczenie wokół śmierci w prawdziwą, otwartą rozmowę. Jest skierowana do każdego, kto kiedykolwiek bał się tematu śmierci – a więc właściwie do wszystkich. Jeśli ktoś stracił bliską osobę, jeśli myśli, że temat go nie dotyczy, albo po prostu chce żyć pełniej właśnie dlatego, że kiedyś wszystko się skończy – ta lektura trafi w punkt. Nie jest to książka, która daje łatwe odpowiedzi, ale taka, która zadaje pytania i zostawia czytelnika z refleksją, która zostaje na długo po zamknięciu ostatniej strony. W erze, w której śmierć jest tak często ukryta za sterylnymi szpitalnymi drzwiami lub tabloidowymi nagłówkami, Anna Matusiak zrobiła coś cholernie potrzebnego i zrobiła to naprawdę dobrze.

