Ta książka Piotra Kędzierskiego pod tytułem „Warszawskie UFO. Dziennikarskie śledztwo nie z tego świata” trafiła na półki księgarni w październiku 2025 roku, dokładnie 7 października, dzięki wydawnictwu Newhomers. Jest dosyć gruba, bo liczy sobie 560 stron. Można ją dostać w klasycznej wersji papierowej za mniej więcej 60 złotych, jako elektroniczną książkę czy w formie dźwiękowej, gdzie sam autor czyta tekst, i to na takich serwisach jak Audioteka albo Storytel. Dla Kędzierskiego to pierwsza taka prozatorska przygoda, a pomysły w niej zawarte wzięły się po części z jego własnego podcastu, konkretnie z trzeciego i czwartego sezonu, gdzie już wcześniej grzebał w sprawach tajemniczych i tych związanych z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi. Pod względem rodzaju to taka mieszanka: trochę jak reportaż, trochę osobiste zapiski, felietony i nawet nutka teorii spiskowych, wszystko przyprawione odniesieniami do filmów, seriali i innych elementów kultury popularnej, co sprawia, że nie da się jej łatwo zaszufladkować.
Kim jest autor i skąd te pomysły
Piotr Kędzierski przyszedł na świat w 1978 roku i od ponad dwudziestu lat kręci się w świecie mediów. Zaczynał w radiach typu ZET czy Antyradio, potem zahaczył o telewizję TVN, gdzie prowadził różne programy. Teraz razem z Kubą Wojewódzkim robi podcast „WojewódzkiKędzierski”, pełen żartów, ironicznych komentarzy i gadania o zwykłym życiu. Ta książka to jakby kontynuacja jego radiowych i podcastowych historii – trzeci sezon podcastu kręcił się wokół sekretów, a czwarty skupiał na UFO. W tekście pokazuje się od strony luźnej, nie drwi z tych, co wierzą w dziwne zjawiska, ale też nie traktuje wszystkiego na serio, trzymając zdrowy dystans do tak zwanych niepodważalnych faktów.

O czym opowiada ta historia i jak jest zbudowana
Cała opowieść rusza od prostej, ale intrygującej sytuacji: dzwoni mama autora i mówi, że widziała UFO nad dzielnicą Wilanów w Warszawie. Zamiast machnąć na to ręką, Kędzierski postanawia sprawdzić sprawę, dzwoni do specjalisty od takich rzeczy, parzy sobie kawę i zaczyna drążyć temat. Ale to nie jest jakaś sucha analiza faktów o przybyszach z kosmosu. Raczej podróż przez jego własne przeżycia, z powrotem do lat dzieciństwa w Polsce Ludowej – wspomina smak kaszy z szkolnej jadalni, szum taśm wideo, oglądanie w telewizji programów typu „Nie do wiary” czy serialu „Z Archiwum X”, które rozpalały wyobraźnię o nieznanym. Miasto Warszawa gra tu ważną rolę, jak pełnoprawny bohater: jej drogi, bloki mieszkalne, bary stają się sceną dla zwykłych, ludzkich spotkań i tych potencjalnie nadprzyrodzonych.

Nie chodzi tu o to, żeby na siłę dowieść, czy to UFO naprawdę tam było. Autor raczej pokazuje, jak takie historie działają na nas, zwykłych ludzi. Mówi coś w stylu, że UFO czyni nas specjalnymi, nawet jeśli nie istnieje naprawdę – każdy z nas może być takim swoim własnym badaczem jak Erich von Däniken z teoriami o dawnych kosmitach. To książka o tym, jak nasza fantazja, stare wspomnienia, strachy i pasje budują to, co uważamy za rzeczywistość. Kędzierski zauważa też, jak zmieniło się to wszystko w czasach sieci i nagrań w super jakości – dawniej to były tylko opowieści z drugiej ręki, dziś mamy filmy, ale wątpliwości i tak nie znikają. Warszawa w jego oczach to miejsce, które samo produkuje legendy, z betonu, świateł neonów i codziennych ludzkich spraw. Dodaje do tego wątki o dorastaniu, więziach z rodziną, zabawnych absurdach życia, wszystko z humorem, ale i z ciepłem dla ludzi i ich opowieści. Po przeczytaniu człowiek może mieć ochotę zerknąć na mapę do wsi Emilcin, gdzie podobno było słynne spotkanie z obcymi, albo sprawdzić, kiedy jest następny zjazd miłośników UFO. Dodaje to takiego lekkiego, kosmicznego kolorytu do zwykłego dnia, jak to hasło z „Z Archiwum X”: „Chcemy wierzyć”. Wydawnictwo opisuje to jako miksturę literacką z reportażu, osobistych historii, warszawskich anegdot i elementów kultury masowej – taka nostalgiczna wyprawa pełna śmiechu, dziwności i głębszych myśli.
Kto się pojawia w rozmowach i co wnosi
W książce Kędzierski prowadzi rozmowy z ciekawymi ludźmi, co dodaje smaku całej historii. Jest Olga Drenda, która pisze książki i zajmuje się kulturą, rozmawiają o tym, jak zjawiska spoza normy wpływają na naszą kulturę. Robert Bernatowicz, szef Fundacji Nautilus i znawca UFO, opowiada o polskich przypadkach, na przykład o tym w Emilcinie. Do tego Alex Kłoś, chyba ekspert od rzeczy nadnaturalnych, dorzuca swoje trzy grosze. Te pogawędki nie są po to, żeby udowodnić cokolwiek, ale żeby pokazać, jak sekrety mieszają w naszym życiu i myślach. Autor słucha ich uważnie, mieszając żarty z prawdziwym zrozumieniem.

Jak to jest napisane i jakim językiem
To, co wyróżnia książkę, to sposób pisania Kędzierskiego – pełen swobody, żartów z samego siebie, mądry i czasem naprawdę zabawny. Miesza różne style, robi z tego coś o sobie samym, bez wciskania na siłę odpowiedzi. Zachęca, żeby po prostu cieszyć się pytaniami. Tekst bawi, czasem wzrusza, zaskakuje, łącząc zwykłe dni z totalnym absurdem.
Co na koniec i czy warto
„Warszawskie UFO” to ciekawa rzecz, gdzie te latające obiekty stają się symbolem naszego życia – wspomnień, błędów, uczuć i nowych szans. Dałbym jej 9 na 10, zwłaszcza dla tych, co szukają śmiechu wymieszanego z przemyśleniami i historiami z miasta. Zajrzyjcie do niej nawet jeśli nie wierzycie w UFO.
Link do książki: LINK

