„Zdradliwy cud” Liama Shawa. Co naprawdę czeka nas, gdy antybiotyki przestaną działać?

sferia erata
D.O.

W 2026 roku na polskim rynku ukazała się książka, która w spokojny, a jednocześnie bardzo konkretny sposób opowiada o jednym z najmniej zauważanych kryzysów współczesnej medycyny. „Zdradliwy cud. Co nas czeka, gdy antybiotyki przestaną działać” Liama Shawa, wydana przez Helion w tłumaczeniu Agnieszki Górczyńskiej, to polska wersja angielskiego tytułu Dangerous Miracle: The Astonishing Rise and Looming Disaster of Antibiotics. Na nieco ponad trzystu sześćdziesięciu stronach autor, biolog specjalizujący się w ewolucji i rozprzestrzenianiu się oporności bakterii, przeprowadza czytelnika przez historię substancji, które w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat zmieniły medycynę nie do poznania, a dziś stoją na krawędzi wyczerpania swojej skuteczności.

Kim jest Liam Shaw i skąd bierze się jego perspektywa?

Liam Shaw nie jest dziennikarzem, który przygotował się do tematu na potrzeby jednej książki. To naukowiec, który przez lata badał mechanizmy oporności bakterii najpierw na Uniwersytecie Oksfordzkim w ramach stypendium Wellcome, a obecnie prowadzi badania na Uniwersytecie Bristolskim. Ta perspektywa badacza czuć w każdym rozdziale. Shaw nie straszy apokalipsą na każdej stronie i nie upraszcza rzeczywistości do łatwych haseł o superbakteriach. Zamiast tego buduje opowieść, która łączy biologię ewolucyjną, historię odkryć naukowych, ekonomię przemysłu farmaceutycznego i politykę zdrowotną.

Antybiotyki jako paliwa kopalne medycyny

Centralną metaforą książki jest porównanie antybiotyków do paliw kopalnych. Shaw nazywa je „fossil drugs” – lekami kopalnymi. Podobnie jak ropa naftowa czy węgiel, nie zostały one wymyślone przez człowieka od podstaw, lecz odkryte w naturze. Najskuteczniejsze z nich powstały w laboratoriach mikroorganizmów miliony lat temu. Człowiek jedynie nauczył się je izolować, oczyszczać i produkować na masową skalę. Każde użycie takiego leku zwiększa jednak prawdopodobieństwo, że bakterie wypracują mechanizmy oporności. Skuteczność antybiotyków okazuje się więc zasobem skończonym, choć przez dziesięciolecia traktowaliśmy ją jak coś niewyczerpalnego.

Książka otwiera się cytatem z Fryderyka Engelsa, który ostrzegał, by nie pochlebiać sobie zbytnio naszymi zwycięstwami nad naturą, ponieważ każde takie zwycięstwo mści się w nieoczekiwany sposób. To nie ozdobnik. Cytat ten stanowi ramę całej opowieści. Shaw pokazuje, że euforia towarzysząca odkryciu antybiotyków była uzasadniona, ale jednocześnie niosła w sobie zarodek późniejszego kryzysu.

Od pradawnych bakterii do laboratoriów XX wieku

Historia zaczyna się na długo przed Flemingiem. Shaw cofa się do czasów, gdy na Ziemi istniały wyłącznie organizmy jednokomórkowe. Już wtedy bakterie produkowały substancje trujące dla swoich konkurentów i jednocześnie rozwijały mechanizmy obronne. Antybiotyki i oporność na nie istniały więc w przyrodzie jako naturalna para. Człowiek wkroczył w ten układ dopiero w XX wieku.

Pierwsze klinicznie użyteczne leki przeciwbakteryjne wywodzą się z przemysłu barwników. Prontosil, sulfonamid, który uratował życie córki Gerharda Domagka, powstał w laboratoriach chemicznych powiązanych z Trzecią Rzeszą. Później przyszła penicylina. Shaw szczegółowo opisuje nie tylko przypadkowe spostrzeżenie Alexandra Fleminga z 1928 roku, ale przede wszystkim dramatyczną walkę o to, by substancję w ogóle dało się produkować w większych ilościach. Dopiero II wojna światowa i zaangażowanie amerykańskich laboratoriów sprawiły, że penicylina stała się dostępna na szerszą skalę. Autor nie pomija też streptomycyny, wyizolowanej z gleby, ani kolejnych substancji pochodzących z błota dżungli Borneo. Każdy z tych rozdziałów ma swojego bohatera – konkretny lek albo konkretnego badacza – i dzięki temu czyta się je niemal jak ciąg powiązanych ze sobą historii.

Złoty wiek, który trwał zbyt krótko

Złoty wiek odkryć trwał stosunkowo krótko. Ostatnie naprawdę nowe klasy antybiotyków pojawiły się w latach osiemdziesiątych XX wieku. Od tego czasu postęp wyhamował. Shaw wyjaśnia, dlaczego tak się stało. Antybiotyki różnią się od innych leków. Są podawane krótko, a programy odpowiedzialnego stosowania celowo ograniczają ich sprzedaż. Dla firm farmaceutycznych oznacza to model biznesowy, który jest mało atrakcyjny w porównaniu z lekami na choroby przewlekłe, przyjmowanymi przez pacjentów przez lata. Wysokie koszty badań i rozwoju, ryzyko niepowodzenia w badaniach klinicznych oraz ograniczone możliwości patentowe sprawiły, że wielkie koncerny w dużej mierze wycofały się z tej dziedziny. Zostały mniejsze firmy biotechnologiczne i laboratoria akademickie, które często działają z ograniczonymi środkami.

Jak oporność stała się codziennością

Równolegle rosła oporność. Shaw podkreśla, że bakterie nie „uczą się” oporności w ludzkim organizmie. Mechanizmy te istniały wcześniej, a masowe stosowanie antybiotyków – zarówno w medycynie, jak i w hodowli zwierząt – stworzyło warunki, w których szczepy oporne zyskiwały przewagę. Dziś oporność na antybiotyki przyczynia się już do ponad miliona zgonów rocznie. To nie spekulacja przyszłości, tylko obecna rzeczywistość. Autor pokazuje, jak nawet rutynowe zabiegi chirurgiczne, chemioterapia czy porody stały się możliwe właśnie dzięki ochronie antybiotykowej. Bez niej ryzyko zakażeń wraca do poziomu znanego z pierwszej połowy XX wieku.

Czy da się jeszcze coś zrobić

W końcowych partiach książki Shaw zastanawia się nad możliwymi rozwiązaniami. Jednym z najczęściej omawianych jest model subskrypcyjny, w którym systemy opieki zdrowotnej płacą za dostępność nowych antybiotyków, a nie za każdą sprzedaną dawkę. Antybiotyki zaczynają wtedy przypominać gaśnice – ich wartość leży w gotowości do użycia w kryzysie, a nie w częstotliwości stosowania. Pojawiają się też propozycje większej współpracy międzynarodowej i publiczno-prywatnej. Shaw nie udaje, że zna proste rozwiązania. Raczej pokazuje, że problem ma charakter systemowy i wymaga zmiany sposobu myślenia o tych lekach.

Jak napisana jest ta książka i jak została przyjęta

Styl książki jest jedną z jej największych zalet. Shaw pisze jasno i z wyraźną pasją do tematu. Unika żargonu albo starannie go wyjaśnia. Potrafi przechodzić od szczegółów laboratoryjnych do szerszych refleksji o relacji człowieka z naturą bez utraty rytmu. Recenzenci anglojęzyczni porównywali jego pisanie do połączenia pasji Roberta Macfarlane’a z precyzją Patricka Raddena Keefe’a.

Nie jest to jednak pozycja bez wad. Czasami autor gubi się w dygresjach dotyczących prawa patentowego czy biografii mniej znanych postaci. Rozwiązania systemowe są zarysowane raczej ogólnie niż szczegółowo przeanalizowane pod kątem wykonalności. Mimo to sposób, w jaki Shaw układa je w spójną narrację, nadaje im nową siłę oddziaływania.

Dla kogo jest ta książka i dlaczego warto po nią sięgnąć

„Zdradliwy cud” nie jest książką, która ma przestraszyć. Jest książką, która ma uświadomić. Pokazuje, że kryzys antybiotykowy nie spadł z nieba. Jest skutkiem konkretnych wyborów – nadmiernej eksploatacji, błędnych zachęt ekonomicznych i traktowania skończonego zasobu jak czegoś, co będzie działać wiecznie. Jednocześnie autor pozostawia czytelnikowi poczucie, że skoro problem powstał w wyniku ludzkich decyzji, to ludzkie decyzje mogą też zacząć go rozwiązywać. Pod warunkiem, że przestaniemy traktować antybiotyki jak coś oczywistego i niewyczerpalnego.

Dla kogo jest ta książka? Jest dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego „zwykła infekcja” może w przyszłości znów stać się śmiertelnie niebezpieczna. Dla lekarzy, studentów medycyny, dziennikarzy, polityków zdrowotnych i zwykłych czytelników zainteresowanych tym, jak działa współczesna medycyna i na jak kruchych fundamentach jest zbudowana. Shaw nie wymaga specjalistycznej wiedzy. Wystarczy ciekawość i gotowość, by spojrzeć na jeden z filarów naszego zdrowia bez złudzeń.

W czasach, gdy mówimy dużo o zmianach klimatu, przyszłych pandemiach wirusowych czy zagrożeniach geopolitycznych, kryzys antybiotykowy wciąż pozostaje w cieniu. Liam Shaw wyciąga go na światło dzienne w sposób rzeczowy, historycznie ugruntowany i wolny od taniego alarmizmu. To właśnie dlatego „Zdradliwy cud” zasługuje na uwagę. Bo lepiej zrozumieć problem teraz, niż dziwić się później, gdy zwykłe zapalenie płuc albo zakażenie pooperacyjne znów zaczną zabijać.

Przeczytaj również: Dlaczego warto przeczytać „Pułapkę perfekcjonizmu"?
Czy czujesz, że energia w tobie czasem stoi w miejscu? "Czakry. Źródła energii" Agnieszki Passendorfer to praktyczny przewodnik, który pomoże ci odblokować wiry mocy w ciele i umyśle. Pełen prostych ćwiczeń jogi, medytacji i życiowych rad od doświadczonej nauczycielki – idealny na start w świat harmonii i spokoju.
Co jeśli świat, który znamy, stoi u progu duchowej metamorfozy? Rok 2035 nie jest tylko datą – to symboliczny punkt zwrotny, gdzie przepowiednie, channelingi i archetypy zaczynają splatać się w nową mapę rzeczywistości. Od przebudzenia Wizjonera w Ameryce Północnej po Zieloną Kapłankę Amazonii i mistyczne sieci snów Australii – każdy region świata nosi w sobie zalążek duchowego przełomu. Czy jesteśmy gotowi, by to dostrzec… i współtworzyć?
Łowcy dusz – istoty cienia, które od wieków przenikają mity, sny i lęki ludzi. Karmią się strachem, polują na dusze i wchodzą tam, gdzie światło gaśnie. Czy są tylko legendą, czy realnym zagrożeniem ukrytym w cieniu naszych myśli?