Współczesne szeptuchy i uzdrowicielki w 2026 roku – kim są kobiety, które nadal zdejmują uroki i odczyniają czary?

idż ku
Redakcja

W Polsce, zwłaszcza na wschodnich rubieżach kraju, wciąż żyje tradycja, która łączy w sobie głęboką wiarę, ludową mądrość i codzienne ludzkie potrzeby. Mowa o współczesnych szeptuchachuzdrowicielkach ludowych, kobietach, które w 2026 roku nadal praktykują zdejmowanie uroków, odczynianie czarów oraz leczenie tego, co w potocznym języku nazywa się „nerwami”, „strachem” czy „złym spojrzeniem”. To nie jest zjawisko z zamierzchłej przeszłości ani egzotyczna ciekawostka dla turystów. To żywa, choć coraz bardziej krucha część polskiej kultury ludowej, szczególnie silnie zakorzeniona na Podlasiu.

Ludzie nadal do nich jadą – czasem z drugiego końca Polski, czasem z zagranicy. Niektórzy przyjeżdżają po latach bezskutecznego szukania pomocy gdzie indziej. Inni przywożą zdjęcia bliskich lub dzwonią z prośbą o modlitwę. W erze telemedycyny, sztucznej inteligencji i powszechnego dostępu do lekarzy specjalistów ta tradycja nie tylko przetrwała, ale w pewnych kręgach zyskuje nowe życie. Jednocześnie pojawia się coraz więcej osób, które tytuł „szeptuchy” nadają sobie same, często w internecie, co wywołuje dyskusje o autentyczności i szacunku do starej wiedzy.

Korzenie i charakter tradycji na Podlasiu

Tradycja szeptuch najsilniej rozwinęła się na Podlasiu, w regionie pogranicza polsko-białoruskiego, gdzie wpływy prawosławia, katolicyzmu ludowego i dawnych wierzeń słowiańskich splatają się w unikalną całość. Kobiety, które praktykują to rzemiosło, zwykle pochodzą z wielopokoleniowych rodzin wiejskich. Wiedza przechodzi z matki na córkę, czasem na syna lub dalszą krewną – zawsze jednak w linii żeńskiej lub bardzo bliskiej rodzinie. Nie jest to zawód, do którego można się po prostu zapisać. To dar, który według przekonań przychodzi z góry i wymaga szczególnego sposobu życia oraz odpowiedzialności.

Szeptuchy nie nazywają siebie same tym mianem na co dzień. To społeczność nadaje im ten tytuł, gdy widzi, że ich modlitwy i rytuały przynoszą ulgę. Prawdziwa szeptucha rzadko się afiszuje. Nie prowadzi gabinetu, nie ma strony internetowej z cennikiem ani nie organizuje warsztatów. Przyjmuje w swoim domu – najczęściej w kuchni lub izbie, przy stole nakrytym prostym obrusem. Okna bywają zaciemnione, w powietrzu unosi się zapach kadzidła lub palonego lnu. Wszystko dzieje się powoli, z szacunkiem i w ciszy przerywanej szeptanymi słowami.

Jak wygląda codzienne zdejmowanie uroków i odczynianie?

Praktyka opiera się przede wszystkim na modlitwie – często mieszance cerkiewnosłowiańskiej, gwarowej i ludowych formuł. Szeptucha nie „leczy” w sensie medycznym. Zajmuje się tym, co pacjenci określają jako uroki, złe spojrzenie, strach u dzieci, rodzinne nieporozumienia, „nerwy”, kołtun czy inne dolegliwości, których lekarze nie potrafią jednoznacznie wyjaśnić. Wiele osób podkreśla, że idzie do niej jako do „ostatniej deski ratunku”, po tym jak medycyna konwencjonalna nie przyniosła poprawy lub gdy problem ma wymiar bardziej duchowy i emocjonalny.

Typowy rytuał zdejmowania polega na wlewaniu gorącego wosku do miski z zimną wodą. Podczas tego procesu szeptucha obserwuje kształty, jakie przybiera wosk, i na ich podstawie „czyta”, co doskwiera pacjentowi. Towarzyszą temu modlitwy i gesty. Czasem pali się włókno lniane, używa się święconej wody, chleba, soli czy ziół. Wszystko odbywa się w skupieniu i z przekonaniem, że słowa mają moc, a rytuał pomaga uporządkować to, co w człowieku jest rozbite lub zanieczyszczone.

Odczynianie czarów wygląda podobnie, choć czasem wymaga dłuższych modlitw rozłożonych na kilka dni. Tradycyjne szeptuchy kategorycznie odmawiają „rzucania” czegokolwiek złego na innych. Ich rola polega wyłącznie na usuwaniu i ochronie. Pacjenci często otrzymują drobne przedmioty – zawiniątko z solą, herbatnik do podzielenia i zjedzenia w określonych momentach, czy instrukcję, co robić w domu. Nie ma tu sztywnych cenników. Dawniej przyjmowano „co łaska” lub dary w naturze – jajka, miód, grzyby. Dziś bywa różnie, ale prawdziwe szeptuchy rzadko traktują to jako źródło dochodu.

Wiera Popławska – legenda, która odeszła, ale tradycja trwa

Najbardziej znaną postacią ostatnich dekad była Wiera Popławska, nazywana Babką z Orli. Mieszkała w małej wsi Orla na Podlasiu i przyciągała tłumy – czasem tworzyły się kilometrowe kolejki samochodów. Ludzie przyjeżdżali z całego kraju, a nawet z Ameryki. Opowiadano historie o ustępowaniu poważnych dolegliwości, ciążach po latach starań czy uldze w długotrwałych „nerwach”. Wiera zmarła 31 stycznia 2024 roku w wieku 89 lat. Jej śmierć była odczuwana jako koniec pewnej epoki.

Po niej praktykę w tej samej chacie kontynuuje jej bratanek Anatol. Nie ma takiej charyzmy i sławy jak ciotka, ale regularnie przyjmuje ludzi. Modli się za zapisane intencje przez dziewięć dni, stosuje sól, wodę święconą z Grabarki i proste rytuały z chlebem. Pacjenci nadal przyjeżdżają – choć już nie w tak imponujących kolejkach. Dla wielu mieszkańców regionu to dowód, że tradycja nie umarła razem z najsłynniejszą szeptuchą.

Ile zostało tradycyjnych szeptuch w 2026 roku?

Szacunki z ostatnich lat wskazują, że na całym Podlasiu aktywnych jest około pięćdziesięciu kobiet i nielicznych mężczyzn praktykujących w tym starym stylu. Liczba ta systematycznie maleje. Przyczyny są prozaiczne i smutne jednocześnie: wyludnienie wsi, wyjazdy młodych ludzi do miast lub za granicę, starzenie się społeczności i naturalna śmierć starszych szeptuch. Coraz trudniej znaleźć chętne do przejęcia daru osoby w odpowiednim wieku i z odpowiednim nastawieniem.

Dodatkowo stosunek oficjalnych struktur kościelnych – szczególnie Cerkwi prawosławnej – do tych praktyk staje się bardziej krytyczny. Oficjalnie potępia się „magię” i „gusła”, choć w codziennym życiu wielu duchownych i wiernych prywatnie szanuje lub korzysta z pomocy szeptuch. To napięcie między ludową religijnością a oficjalną doktryną towarzyszy tej tradycji od dawna.

Nowe twarze uzdrawiania – od Bieszczad po internet

Obok tradycyjnych podlaskich szeptuch pojawiają się nowe postaci. W Bieszczadach działa między innymi Monika Patrycja Patkowska – psycholog i zielarka, która łączy wiedzę o przodkach, pracę z ziołami i współczesne podejście do człowieka. Nie jest klasyczną „babką ze wschodu”, ale wielu nazywa ją współczesną szeptuchą. Jej praktyka jest bardziej otwarta, oparta na naturze i psychologii, i przyciąga osoby szukające holistycznego podejścia.

Równolegle w całym kraju – od Gdańska przez Katowice po mniejsze miejscowości – mnożą się ogłoszenia osób oferujących „odczynianie uroków”, „zdejmowanie klątw rodowych” czy „oczyszczanie energetyczne”. Często łączą one elementy ludowe z New Age, katolickim różańcem, reiki czy astrologią. Wiele z tych ofert jest płatnych i reklamowanych w internecie. Tradycyjne szeptuchy i osoby głęboko zakorzenione w podlaskiej kulturze patrzą na to z niepokojem. Podkreślają, że prawdziwa praktyka to służba, a nie biznes, i że nie da się jej nauczyć na kursie ani sprzedawać w formie pakietów.

Różnica jest fundamentalna. Klasyczna szeptucha nie obiecuje cudów, nie ma cennika i nie zachęca do uzależnienia od swoich usług. Nowoczesne wersje bywają bardziej komercyjne i czasem budzą wątpliwości co do autentyczności.

Dlaczego w 2026 roku ludzie nadal szukają szeptuch?

Powodów jest kilka i wszystkie są bardzo ludzkie. Po pierwsze – potrzeba sensu i kontroli w świecie, który często wydaje się chaotyczny i przytłaczający. Rytuał daje strukturę, narrację i poczucie, że ktoś się tym problemem poważnie zajmuje. Po drugie – wiele dolegliwości ma charakter psychosomatyczny lub emocjonalny. Uwaga, modlitwa, dotyk i symboliczne działanie potrafią przynieść realną ulgę, nawet jeśli mechanizm jest głównie psychologiczny.

Po trzecie – w regionach wyludnionych i wykluczonych komunikacyjnie szeptucha bywa po prostu najbliższą i najbardziej dostępną formą wsparcia. Po czwarte – kultura Podlasia nadal pielęgnuje tę tradycję jako część tożsamości. Dla wielu mieszkańców to nie zabobon, lecz element dziedzictwa, który pomaga przetrwać trudne chwile.

Współczesny świat – z pandemią, wojną za wschodnią granicą, kryzysami gospodarczymi i zdrowiem psychicznym – tylko potęguje te potrzeby. Ludzie szukają nie tylko tabletek czy terapii, ale też rytuału, wspólnoty i poczucia, że ich cierpienie ma jakieś znaczenie.

Kontrowersje, ryzyka i spojrzenie z zewnątrz

Nie brakuje głosów krytycznych. Lekarze i naukowcy podkreślają, że nie ma dowodów na działanie nadprzyrodzone, a skuteczność rytuałów da się wyjaśnić mechanizmami sugestii, placebo i redukcji lęku. Kościół – zarówno katolicki, jak i prawosławny – oficjalnie odrzuca praktyki magiczne. Istnieje też realne ryzyko: ktoś może odłożyć wizytę u lekarza onkologa czy psychiatry, ufając wyłącznie szeptusze. W skrajnych przypadkach pojawiają się też osoby wykorzystujące zaufanie pacjentów dla zysku.

Z drugiej strony antropolodzy i psychoterapeuci zwracają uwagę na wartość kulturową i społeczną tych praktyk. Dla wielu osób są one formą terapii wspierającej, która nie zastępuje medycyny, lecz ją uzupełnia. Tradycyjne szeptuchy same często kierują ludzi do lekarzy, gdy problem wymaga interwencji medycznej.

Przyszłość tradycji w erze nowoczesności

W 2026 roku tradycyjne podlaskie szeptuchy to już rzadkość, a nie codzienność. Ich liczba maleje, a wiedza staje się coraz bardziej hermetyczna. Jednocześnie etykieta „szeptucha” jest coraz częściej używana przez osoby spoza tego kręgu, co prowadzi do rozmycia znaczenia. Pojawiają się też młodzi ludzie zainteresowani odrodzeniem folkloru – nie zawsze w sposób wierny oryginałowi.

Pytanie o przyszłość pozostaje otwarte. Czy tradycja całkowicie zaniknie wraz z odejściem ostatniego pokolenia, czy też przetrwa w nowej, bardziej otwartej i świadomej formie? Wiele zależy od tego, czy młodzi mieszkańcy Podlasia zechcą przejąć dar, oraz od tego, jak społeczeństwo będzie podchodzić do ludowej religijności – z szacunkiem i ciekawością czy z pogardą i wyśmiewaniem.

Jedno jest pewne: potrzeba rytuału, modlitwy i symbolicznego działania towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat. Szeptuchy – te prawdziwe, zakorzenione w wiejskiej codzienności Podlasia – są jednym z ostatnich żywych świadectw tej potrzeby w polskim krajobrazie kulturowym.

Przeczytaj również: „Stir of Echoes” – recenzja
Czy ludzie pojawiają się w naszym życiu przypadkiem? Odkryj, czym jest cień, relacyjne lustra, synchroniczność i dusze kontraktowe. Bardzo szczegółowy artykuł o spotkaniach, które zmieniają człowieka od środka.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy twój następny krok to przeznaczenie, czy wybór? Może czas przetestować to w praktyce – zrób dziś coś nieoczekiwanego i zobacz, jak zmienia się twój świat.
Chcesz w końcu zmienić swoje życie od środka? Joseph Murphy w książce „Wewnętrzna przemiana i potęga podświadomości” pokazuje, jak przeprogramować umysł na sukces, zdrowie, pieniądze i spokój. Konkretne afirmacje, wieczorne wizualizacje i proste techniki, które naprawdę działają. Klasyka New Thought w nowej, praktycznej odsłonie. Idealna dla początkujących i tych, którzy już znają Murphy’ego, ale chcą wszystko w jednym miejscu. Czas ruszyć z miejsca – Twoje myśli kształtują rzeczywistość.