„The Age of Disclosure” to dokument, który wchodzi na scenę z ogromną ambicją: ma być tym filmem, który „w końcu wszystko ujawni”. Zwiastun wygląda jak zapowiedź historycznego przełomu — pojawiają się byli wojskowi, ludzie ze służb, analitycy, insiderzy i cały klimat „wiemy więcej, niż nam mówiono przez 80 lat”. Jeśli ktoś interesuje się UFO/UAP od lat, od razu czuje ten dreszcz: może wreszcie ktoś sklei wszystkie punkty w jedną linię.
Film zbiera relacje osób, które twierdzą, że wiedzą o programach ukrywających kontakt z obcą inteligencją, o konkurencji między mocarstwami w sprawie technologii pozaziemskiej, a nawet o odzyskanych obiektach, które rzekomo są badane poza kontrolą opinii publicznej. Brzmi jak fabuła thrillera politycznego, tylko że film przedstawia to jako dokument. Twórcy próbują zbudować wrażenie, że zbliżamy się do momentu, w którym tajemnica przestanie być tajemnicą.

No i tu zaczyna się druga strona medalu. Widzowie, którzy liczą na coś w rodzaju „boom — oto zdjęcie hangaru z obcym statkiem”, mogą wyjść z uczuciem déjà vu. Film mocno opiera się na relacjach i zeznaniach ludzi, a mniej na twardych dowodach, które można przyłożyć pod mikroskop i powiedzieć: to jest to. To nie znaczy, że świadectwa są bezwartościowe — ale jeśli ktoś ogląda dokument z nadzieją na niepodważalną „koronę dowodową”, to jej tutaj nie ma.
Z drugiej strony, jeśli ktoś bada temat szerzej — nie tylko na poziomie zdjęć z telefonów i sensacji — ale również na poziomie geopolityki, wojskowości i psychologii tajemnicy, to film może być bardzo, bardzo ciekawy. Pokazuje pewien klimat, napięcie i rosnącą presję wokół tematu UFO. Nie w sensie: „ktoś chce sobie zrobić reklamę”, ale raczej: „coś się zmienia i ludzie z wewnątrz zaczynają mówić głośniej”.

Można więc powiedzieć tak:
to nie jest dokument, który udowadnia istnienie obcych, tylko dokument, który pokazuje, że świat trzeszczy na granicy ujawnienia tajemnicy — cokolwiek tą tajemnicą jest.
Dla osób takich jak ty — z intuicją badacza i pasją do tematów ufologiczno-parapsychologicznych — ten film nie jest „ostatnim słowem”. Jest raczej jak czyjaś notatka wysunięta z teczki: fragment układanki, który nie daje odpowiedzi, ale zmienia kontekst pytań. A czasem to właśnie zmiana pytań najbardziej przesuwa granice poznania.


