„Bliskie spotkania trzeciego stopnia” (1977) Reżyseria: Steven Spielberg | Scenariusz: Steven Spielberg | Ocena: 10/10

grok-image-59f07cb2-da1c-4860-a580-930cbf1e0038
Tomasz Bielecki

Jeśli ktokolwiek wciąż wątpi, że UFO może być przeżyciem metafizycznym, emocjonalnym i niemal mistycznym – niech obejrzy „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Ten klasyk z 1977 roku to nie tylko film science fiction, ale też duchowa podróż przez obsesję, poznanie i niezwykłe zderzenie zwyczajności z niewytłumaczalnym. Spielberg, będąc jeszcze młodym, ale już genialnym twórcą po sukcesie „Szczęk”, porwał się na coś zupełnie innego: film o kontakcie z obcą inteligencją, gdzie zamiast terroru dostajemy zachwyt. I – co zadziwiające – to działa.

Reżyser z głową w gwiazdach

Steven Spielberg sam napisał scenariusz do filmu i czuć w nim osobistą fascynację tym, co niewidzialne, a jednak realne. Choć „Bliskie spotkania…” są zrealizowane z hollywoodzkim rozmachem, to ich serce bije bardzo ludzko – Spielberg skupia się nie na obcych, lecz na tych, którzy ich doświadczają. To nie kosmiczne strzelaniny, ale wewnętrzne trzęsienia ziemi bohaterów są tu najważniejsze.

Reżyserowi udało się uchwycić coś, co rzadko się zdarza: atmosferę głębokiego niepokoju zmieszaną z dziecięcą ekscytacją. Kamera prowadzona przez Vilmosta Zsigmonda z mistrzowską precyzją bawi się światłem – bo to właśnie światło, nie broń, jest narzędziem kontaktu.

Kadr z filmu

Aktorzy: zwykli ludzie w niezwykłych sytuacjach

Richard Dreyfuss jako Roy Neary gra prostego pracownika elektrowni, który po bliskim spotkaniu z UFO zaczyna doświadczać czegoś, co z zewnątrz wygląda jak obłęd. Jego przemiana – od zdezorientowanego ojca do człowieka gotowego zostawić wszystko dla prawdy – to serce filmu. Dreyfuss zagrał go z szaloną pasją i subtelnym komizmem. W jednej scenie składa wieżę z ziemniaków jak szaleniec, a w innej staje przed lśniącym statkiem z wyrazem dziecięcego oczarowania. Trudno oderwać wzrok.

Melinda Dillon jako Jillian, matka porwanego przez UFO chłopca, wnosi do filmu nutę tragicznej tęsknoty. Jej emocje są autentyczne, nieprzerysowane, przez co widz z łatwością się z nią utożsamia. Dillon została za tę rolę nominowana do Oscara – i słusznie.

W tle pojawia się też François Truffaut, wielki reżyser francuskiej Nowej Fali, wcielający się w Claude’a Lacombe’a – naukowca próbującego zrozumieć sygnały z kosmosu. Jego obecność dodaje filmowi nie tylko międzynarodowego smaku, ale też poczucia, że nauka i humanizm mogą iść w parze.

Scenariusz, który nie boi się pytań bez odpowiedzi

To nie jest film, który tłumaczy wszystko widzowi łopatologicznie. Spielberg buduje napięcie powoli, zostawiając mnóstwo miejsca na własne interpretacje. Scenariusz bawi się znakami – tajemnicze tony muzyczne, dziwne impulsy, kody, wspomnienia, wizje. Bohaterowie nie otrzymują gotowych odpowiedzi – podobnie jak widzowie. Ale w tym tkwi siła filmu: w jego gotowości, by zamiast odpowiedzi dać przeżycie.

To także opowieść o obsesji – o tym, jak kontakt z nieznanym może przewrócić życie do góry nogami. Roy buduje góry z błota, niszczy relacje rodzinne, byle tylko zrozumieć, co się z nim dzieje. To nieco przerażające, ale też poruszające. Bo kto z nas nie miał momentu, w którym czuł, że coś większego próbuje się z nami skontaktować?

Efekty specjalne: świet(l)ne doświadczenie

Za efekty odpowiada Douglas Trumbull – mistrz od „2001: Odysei kosmicznej”. Sceny z UFO są hipnotyzujące, niemal choreograficzne. Światła pulsują, statki tańczą po niebie, a muzyka Johna Williamsa – ikoniczna, oparta na pięciodźwiękowym motywie – zostaje w głowie na długo.

Kadr z filmu

„Bliskie spotkania trzeciego stopnia” to film, który łączy spektakl z duchowością, naukę z metafizyką. To kino, które nie boi się być naiwne w najlepszym tego słowa znaczeniu – otwarte na cud, na możliwość porozumienia z czymś, co nas przekracza.

Nie ma tu złych kosmitów ani wojskowej paranoi. Są ludzie, którzy chcą zrozumieć. Są światła na niebie, które nie straszą, ale przyciągają. I jest pytanie, które zostaje po napisach: a co, jeśli to wszystko jest prawdziwe?

Ocena: 10/10
Za odwagę, za magię, za pięciodźwiękowy kod, który brzmi jak zaproszenie do innego wymiaru.

Przeczytaj również: Aktualizacja świadomości zamiast klasycznego przebudzenia – neuroplastyczność, upgrade duszy i protokoły, które naprawdę zmieniają mózg oraz wnętrze człowieka
Dom nie jest tylko architekturą – to pamięć zaklęta w murach. Każdy krzyk, modlitwa i łza pozostawiają ślad, który może ożyć jak echo z innego czasu. Gdy mówimy o nawiedzeniu, w rzeczywistości odkrywamy, że ściany są jak żywe taśmy, które przechowują ludzkie emocje.
21 stycznia 1959 roku w gdyńskim porcie doszło do tajemniczego zdarzenia – niezidentyfikowany obiekt wpadł do wody, a wojsko otoczyło teren ścisłą tajemnicą. Co odkryto? Czy był to meteoryt, tajny eksperyment, a może UFO? Poznaj niezwykłą historię, którą władze PRL próbowały ukryć!
Czy naprawdę można rozmawiać ze zmarłymi? A może to tylko teatr z cieni, sznurków i sprytu? W tym artykule zanurzysz się w fascynujący świat spirytyzmu – od spektakularnych oszustw XIX wieku, przez medialne skandale, aż po seanse, które mimo upływu lat nadal wymykają się wyjaśnieniu. Poznasz słynne przypadki demaskacji i równie intrygujące historie, które pozostały tajemnicą. Dowiesz się też, jak rozpoznać, czy medium naprawdę słucha duchów – czy tylko twoich oczekiwań. Gotów na spotkanie z tym, co nieuchwytne? Duchy czekają… choć niektóre mają więcej bawełny niż transcendencji.