Reżyser Mark Pellington, znany wcześniej z teledysków i thrillera „Arlington Road”, w „The Mothman Prophecies” stworzył film o wyjątkowym napięciu psychologicznym, oparty na rzekomych prawdziwych wydarzeniach opisanych przez dziennikarza Johna A. Keela w książce z 1975 roku. Film, podobnie jak jego literacki pierwowzór, bada granicę pomiędzy UFO-logią, parapsychologią i tragedią ludzką, a jego siła polega na tym, że nie daje prostych odpowiedzi.
Richard Gere wciela się w Johna Kleina, reportera „Washington Post”, który po tragicznej śmierci żony zaczyna doświadczać serii niewytłumaczalnych zjawisk. Przypadkowo trafia do miasteczka Point Pleasant w Zachodniej Wirginii, gdzie mieszkańcy donoszą o tajemniczej istocie przypominającej człowieka z ogromnymi skrzydłami i świecącymi oczami — Mothmanie. Z czasem bohater zaczyna rozumieć, że to nie jest zwykły „potwór”, lecz coś znacznie bardziej złożonego: byt, który zdaje się znać przyszłość i manipulować ludzkim losem.

Pellington w mistrzowski sposób buduje atmosferę niepokoju, posługując się nie tyle efektami specjalnymi, ile grą światła, dźwiękiem i montażem. Dźwięki telefoniczne rozmów z nieznanym głosem Indrida Colda, migotanie świateł, szum wiatru, zacinające się taśmy – to wszystko tworzy poczucie, że świat Kleina ulega zakłóceniu, że jego percepcja staje się nośnikiem czegoś obcego. Widz ma wrażenie, że wraz z bohaterem wchodzi w strefę „między wymiarami”, gdzie logika nie obowiązuje, a czas ulega zniekształceniu.
Film łączy thriller, dramat psychologiczny i metafizyczny horror. W warstwie symbolicznej Mothman może być interpretowany na wiele sposobów: jako zwiastun katastrofy, jako anioł śmierci, jako projekcja zbiorowego lęku, a może jako energetyczna forma informacji — „morfogenetyczny sygnał ostrzegawczy”. Kulminacja historii w dramatycznym zawaleniu mostu Silver Bridge jest zarazem spektakularna i przerażająco ludzka: potwierdza, że przepowiednie Mothmana miały sens, ale także, że człowiek nie zawsze jest w stanie zapobiec przeznaczeniu.
Warto zwrócić uwagę na wizualny i dźwiękowy język filmu. Operator Fred Murphy tworzy kadry o niemal sennej jakości — półmrok, deszcz, odbicia w szybach i migające światła samochodów tworzą wizualną metaforę pomieszania światów. Muzyka Toma Andriesena i wstawki ambientowe podkreślają duchowy wymiar historii, momentami przywołując klimat Davida Lyncha.

Richard Gere gra tu z niezwykłym wyczuciem – jego bohater to człowiek racjonalny, który stopniowo traci pewność, czy nadal jest reporterem, czy może uczestnikiem objawienia. Laura Linney jako Connie Parker, miejscowa policjantka, wprowadza subtelny kontrapunkt — reprezentuje przyziemność, która jednak pod koniec filmu również zaczyna się chwiać.
„The Mothman Prophecies” jest jednym z tych filmów, które nie wyjaśniają zjawiska, lecz raczej pogłębiają jego tajemnicę. Dla niektórych widzów będzie to frustrujące; dla innych – mistyczne doświadczenie. Pellington nie mówi wprost, czy Mothman istnieje, ale sugeruje, że być może wszystko, co niewyjaśnione, to tylko inny poziom komunikacji między światem materialnym a światem informacji, emocji i świadomości.

Film można odczytywać jako alegorię żałoby, szaleństwa lub duchowego przebudzenia. Dla badaczy zjawisk paranormalnych i ufologów jest to jedno z najbardziej sugestywnych przedstawień kontaktu z „czymś spoza” — subtelne, pełne napięcia i głęboko ludzkie. Dla miłośników kina psychologicznego – to opowieść o człowieku, który w obliczu tajemnicy próbuje zachować sens i rozum.
Ocena: 9/10
Za hipnotyczną atmosferę, głęboki symbolizm i brak taniej grozy.

