Franek Kluski – medium, które zmusiło naukę do milczenia

bielecki
Tomasz Bielecki

W historii zjawisk paranormalnych niewiele postaci wzbudzało tak skrajne emocje jak Teofil Modrzejewski, znany jako Franek Kluski. Polski medium, działający na początku XX wieku, stał się jednym z najważniejszych przypadków w dziejach badań nad spirytyzmem. Jego seanse, pełne materializacji, ektoplazmy i głosów z zaświatów, przyciągały naukowców, artystów i sceptyków z całej Europy. Do dziś pozostaje zagadką – geniuszem iluzji czy prawdziwym pomostem między światami?

Człowiek, który rozmawiał z duchami

Życie Kluskiego od początku naznaczone było niezwykłością. Urodzony w 1873 roku, już jako dziecko przejawiał zdolności, które niepokoiły rodzinę. Mówiono, że potrafił przewidzieć wydarzenia, a w jego obecności przedmioty same się poruszały. Jako dorosły człowiek prowadził pozornie zwyczajne życie – pracował w banku, pisał wiersze – ale jego prawdziwą pasją stały się seanse spirytystyczne.

W przeciwieństwie do wielu ówczesnych mediów, Kluski nie unikał naukowców. Wręcz przeciwnie – zapraszał ich, by poddawali jego zdolności ścisłej kontroli. To właśnie ta gotowość do współpracy z badaczami sprawiła, że stał się obiektem zainteresowania najwybitniejszych umysłów epoki, w tym noblisty Charlesa Richeta i psychologa Juliana Ochorowicza.

Franek Kluski i materializacja sowy

Seanse, które wstrząsnęły światem nauki

Najbardziej znane eksperymenty z udziałem Kluskiego odbywały się w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach w Warszawie i Paryżu. Ściśle określone procedury miały wykluczyć jakiekolwiek oszustwo. Medium przeszukiwano przed każdym seansem, czasem nawet zmuszano do przebrania się w obcisły strój. Uczestnicy wiązali się wzajemnie linami, tworząc zamknięty krąg, a sam Kluski zamykany był w drewnianej klatce z ażurowymi ściankami.

W takich warunkach, w atmosferze napięcia i oczekiwania, rozpoczynały się zjawiska, które trudno wytłumaczyć współczesną nauką. W całkowitej ciemności, przerywanej jedynie słabym światłem czerwonej latarni, pojawiały się materializacje. Uczestnicy opisywali, jak coś miękkiego i ciepłego dotykało ich twarzy – substancja, którą badacze nazwali ektoplazmą.

Najbardziej spektakularne były jednak materializacje pełnych form. Świadkowie donosili o pojawianiu się ludzkich dłoni, twarzy, a nawet całych postaci. W 1921 roku, podczas seansu w Warszawie, w obecności sześciu osób, w tym dwóch naukowców, z pustej przestrzeni wyłoniła się dłoń, która uniosła się na wysokość półtora metra, by po chwili zniknąć.

Rekonstrukcja protokołu seansu z 1921 r. (na podstawie raportów Gustava Geleya i Charlesa Richeta)

Data: Listopad 1921 r.
Miejsce: Warszawa, prywatny salon (uczestnicy: 6 osób, w tym 2 naukowców)
Warunki: Całkowita ciemność, z wyjątkiem słabej czerwonej latarki.

Przebieg seansu:

1. Przygotowania (19:30–20:00):

  • Kluski został przeszukany przez uczestników (m.in. sprawdzono usta, nos, uszy i odbyt pod kątem ukrytych przedmiotów).
  • Uczestnicy związali się sznurami, tworząc zamknięty krąg.
  • Fotel medium umieszczono w drewnianej klatce z zasłoniętyti gazą ściankami.

2. Trans medium (20:00–20:30):

  • Kluski zapadł w stan podobny do snu, jego oddech stał się ciężki i nierówny.
  • W pomieszczeniu pojawił się zapach „mokrej ziemi” (notowany wcześniej przy materializacjach).

3. Materializacje (20:30–21:15):

  • 20:35 – Pierwszy fizyczny kontakt: uczestnicy zgłosili, że „coś miękkiego i ciepłego” dotknęło ich twarzy (później zidentyfikowane jako ektoplazma).
  • 20:50 – W klatce medium pojawiła się ludzka dłoń (widoczna w świetle latarki), która uniosła się na wysokość 1,5 m i zniknęła.
  • 21:00 – Głos z powietrza: Męski głos (nie należący do Kluskiego) wypowiedział zdanie po polsku: „Jestem tym, który odszedł w bólu”.
  • 21:10 – Na stole materializował się obiekt metalowy (uczestnicy opisali go jako „coś w rodzaju bransolety”), który po 30 sekundach zniknął.

4. Tworzenie odlewu parafinowego (21:20–21:40):

  • Do pokoju wniesiono miskę z gorącą parafiną.
  • Uczestnicy usłyszeli plusk – jakby coś zanurzyło się w cieczy.
  • Po 2 minutach w wodzie znaleziono gotowy odlew dziecięcej dłoni (brak linii papilarnych, palce nienaturalnie cienkie).

5. Koniec seansu (22:00):

  • Kluski obudził się skrajnie wyczerpany, z krwawiącym nosem.
  • Uczestnicy potwierdzili, że wszystkie zabezpieczenia (sznury, pieczęcie) pozostały nienaruszone.
Materializacja ducha obok Kluskiego. Jak widać medium jest pod ścisłą kontrola przez świadków seansu.

Głosy z zaświatów

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów seansów Kluskiego były głosy, które nie pochodziły od medium. W listopadzie 1921 roku uczestnicy usłyszeli męski głos, brzmiący jakby wydobywał się z powietrza. „Jestem tym, który odszedł w bólu” – te słowa, wypowiedziane zachrypniętym tonem, wstrząsnęły obecnymi. Co szczególnie dziwne, głos nie pochodził z ust Kluskiego, który w tym czasie leżał w głębokim transie.

W trakcie seansu z listopada 1921 r. uczestnicy zarejestrowali następujące cechy:

  • Brzmienie: Męski, zachrypnięty głos, ale nie należący do Kluskiego (świadek porównał go do „mowy człowieka z gardłem pełnym wody”).
  • Język: Czysta polszczyzna, ale z archaicznym nalotem (użycie słowa „odszedł” zamiast „umarł”).
  • Lokalizacja: Dźwięk nie pochodził z ust medium, lecz unosił się w powietrzu na wysokości ok. 2 metrów.
  • Treść„Jestem tym, który odszedł w bólu” – zdanie krótkie, ale o silnym ładunku emocjonalnym.
  • Dr Jan Władysław Nowak (lekarz obecny na seansie):
  • „Głos był namacalnie obecny – nie jak echo, lecz jakby ktoś stał między nami i szeptał tuż przy uchu. Kluski w tym czasie leżał w transie, jego usta były zamknięte.”
  • Hrabina Maria Tyszkiewicz (w swoim dzienniku):
    „Słyszałam, jak mówił coś po rosyjsku, ale słowa były niewyraźne, jakby zagłuszane. Potem rozległ się jęk, który wstrząsnął wszystkimi.”
  • Gustav Geley: W swoim raporcie stwierdził, że głos nie był rezultatem wentyloquizmu (brzuchomówstwa), ponieważ dźwięk rozchodził się w sposób niefizjologiczny – jakby emitowała go „niewidzialna struna głosowa w powietrzu”. W protokole zaznaczył, że nie zarejestrowano ruchu krtani Kluskiego.
  • Julian Ochorowicz:Przeprowadził eksperyment z aparatem rejestrującym wibracje – głos nie został wychwycony przez urządzenie, choć ludzkie ucho go słyszało. Wysunął hipotezę, że mógł to być efekt psychofoniczny – projekcja podświadomości medium.

Odlewy parafinowe – materialne dowody niematerialnego świata?

Najbardziej trwałym śladem po seansach Kluskiego stały się odlewy parafinowe, które miały pochodzić od materializujących się duchów. Procedura ich tworzenia była ściśle kontrolowana. W pomieszczeniu ustawiano dwie miski – jedną z płynną parafiną, drugą z zimną wodą. „Duch” miał zanurzać w parafinie dłoń lub twarz, tworząc negatyw, który następnie utwardzano w wodzie.

  • Temperatura w pomieszczeniu spadła o 4°C w trakcie materializacji.
  • Fotografie wykonane podczerwienią (rzadka technika jak na 1921 r.) ukazały mglistą strukturę między Kluskim a odlewem.
  • Analiza parafiny: Nie zawierała śladów ludzkiego DNA (co nie dowodzi nadprzyrodzoności, ale wykluczało proste oszustwo).
  • Geley, dyrektor Instytutu Metapsychicznego w Paryżu, opisał seanse z Kluskim w książce „L’ectoplasmie et la clairvoyance”. Jego zdaniem: Odlewy miały anatomiczne nieregularności, niemożliwe do podrobienia.
  • Arthur Conan Doyle (twórca Sherlocka Holmesa i spirytysta) wspominał o Kluskim w swoich tekstach o zjawiskach paranormalnych.

Powstałe w ten sposób odlewy wykazywały niepokojące anomalie. Brakowało na nich linii papilarnych, a proporcje często odbiegały od ludzkich – niektóre dłonie miały palce krótsze niż powinny, inne były nienaturalnie cienkie. Charles Richet, francuski noblista, badał te odlewy i uznał, że nie da się ich wytłumaczyć zwykłym oszustwem.

Odlewy parafinowe i gipsowe z seansów z udziałem polskiego medium

Niezwykłe zjawiska towarzyszące życiu Franka Kluskiego

Nawet poza seansami spirytystycznymi Kluski doświadczał szeregu niewytłumaczalnych zdarzeń, które potwierdzali jego współpracownicy i bliscy. W miejscach, które odwiedzał, często słychać było wyraźne pukania do mebli – dźwięki te nie były przypadkowe, lecz sprawiały wrażenie celowych odpowiedzi na niewypowiedziane pytania. W jego własnym mieszkaniu regularnie rozlegały się odgłosy przypominające przesuwanie sprzętów, kroki czy szelest papierów, mimo że nikt ich nie powodował.

Jednym z najbardziej zastanawiających fenomenów było samodzielne pisanie na maszynie – zarówno podczas seansów, jak i w codziennych sytuacjach. Klawisze uruchamiały się bez udziału człowieka, a tekst powstawał z zadziwiającą szybkością i precyzją, niezależnie od tego, czy w pomieszczeniu panowała ciemność, czy światło.

Światła, energia i niewidzialna obecność

Zjawiska świetlne również nie były Kluskiemu obce. Świadkowie wielokrotnie obserwowali niewielkie płomyki pojawiające się w jego ustach lub delikatne mgiełki otaczające jego ciało, nawet gdy spał. Gdy był wzburzony, na jego skórze widoczne stawały się jasne plamy. Co więcej, jego obecność wpływała na działanie urządzeń – igły kompasów wychylały się nienaturalnie, a żarówki migotały lub gasły. Współpracownicy żartowali, że zawsze wiedzą, kiedy Kluski wchodzi do biura, ponieważ światła natychmiast zaczynają się zachowywać niestabilnie.

Przed burzą i w jej trakcie Kluski odczuwał silne pobudzenie, jakby przez jego ciało przepływały ładunki elektryczne. Palce drętwiały i sztywniały, a niekiedy z ich czubków strzelały niebieskawe iskry.

Zapachy i niewidzialne ślady

Ciało Kluskiego zdawało się przyciągać i zatrzymywać zapachy w niezwykły sposób. Najczęściej wyczuwalny był charakterystyczny zapach ozonu, ale równie dobrze wchłaniał woń alkoholu, kwiatów czy nawet chorób. Aromaty towarzyszące seansom – takie jak zapach zwierząt, ziół czy gnijących roślin – pozostawały z nim przez długi czas po zakończeniu spotkań. Co więcej, niektórzy twierdzili, że Kluski mimowolnie przejmował fizyczne dolegliwości osób, z którymi przebywał.

Zjawisko bilokacji i świetliste mgły

Wiele osób donosiło, że widziało Kluskiego w miejscach, w których fizycznie nie mógł się znajdować. Dr Geley, badający jego przypadki, pewnego wieczoru w 1920 roku ujrzał go w Paryżu – tymczasem okazało się, że medium przebywało wówczas w Warszawie, co potwierdzały dokumenty podróżne. Gdy zapytano Kluskiego o to zdarzenie, przyznał, że potrafi świadomie „przenosić” swoją obecność w inne miejsca.

Wokół niego często unosiła się też tajemnicza aura – jakby niewidzialna istota lub energia. Nigdy nie czuł się samotny, a ci, którzy wchodzili do jego pokoju, nieraz zastawali go pogrążonego w półmroku, otoczonego świetlistymi oparami i migoczącymi światłami, które znikały w momencie, gdy ktoś się pojawiał.

Misterium świateł w seansach Kluskiego

Gustav Geley, analizując fenomen polskiego medium, doszedł do wniosku, że obserwowane światła stanowią widzialny przejaw procesu materializacji. Zjawiska te przybierały różnorodne, często zdumiewające formy.

Najbardziej typowe były drobne, zielonkawe kule wielkości monety, unoszące się zwłaszcza w pobliżu ust medium. Znacznie większe świetliste obłoki, przypominające mgławice, swobodnie przemieszczały się przez pomieszczenie. Szczególnie intrygowały intensywnie jarzące się formy wydzielające zapach ozonu – ich ruchy zdradzały zaskakującą celowość, jakby kierowała nimi ukryta inteligencja.

Podczas materializacji zjaw, światła pełniły rolę naturalnego oświetlenia – pojawiały się nagle w pobliżu widmowych twarzy, rozbłyskując z różnych stron. Innym razem skupiały się w geometryczne kształty: krzyże, wielokąty lub migoczące klejnoty. Najbardziej spektakularne były masywne wyładowania, które po seansie pozostawiały po sobie fosforyzujące ślady i charakterystyczną woń ozonu.

Świetliste mgły przybierały organiczne formy – od rozproszonej poświaty po zarysy ludzkich sylwetek. Ich ruchy zdradzały dziwną, niemal żywą dynamikę, sugerującą istnienie niewidzialnej siły kształtującej te niezwykłe manifestacje.

Materializacja

Cena nadprzyrodzonych zdolności

Każdy seans wyczerpywał Kluskiego w sposób, który przerażał świadków. Po sesji medium tracił nawet cztery kilogramy wagi, często krwawił z nosa i uszu. W 1922 roku lekarz obecny na seansie odnotował pęknięte naczynka w gałkach ocznych Kluskiego. Uczestnicy wspominali też charakterystyczny zapach – woń spalonej siarki lub mokrej sierści – która towarzyszyła materializacjom.

Śmierć i tajemnica

Ostatnie lata życia Kluskiego to okres mrocznej tajemnicy. W czasie II wojny światowej, podobno namierzony przez nazistów, którzy chcieli wykorzystać jego zdolności, ukrywał się w Warszawie. Według relacji jego córki, w 1944 roku został rozstrzelany przez Niemców podczas masowej egzekucji. Jego grób nigdy nie został odnaleziony, a wiele dokumentów zaginęło w wojennej zawierusze.

Dziedzictwo Franka Kluskiego

Dziś, niemal sto lat po jego najsłynniejszych seansach, Franek Kluski pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci w historii badań paranormalnych. Jego przypadek stanowi wyzwanie dla nauki – jeśli nawet część relacji jest prawdziwa, zmusza nas do ponownego przemyślenia granic poznawanego świata.

W archiwach Instytutu Metapsychicznego w Paryżu wciąż przechowywane są niektóre odlewy z seansów Kluskiego. Muzeum Parapsychologii w Londynie posiada jeden z nich – dziecięcą dłoń bez linii papilarnych, która może być albo genialnym fałszerstwem, albo namacalnym dowodem na istnienie zjawisk, które wciąż wymykają się naszemu zrozumieniu.

Franek Kluski – oszust czy medium, które naprawdę potrafiło rozmawiać z duchami? Odpowiedź na to pytanie może leżeć gdzieś pomiędzy, w strefie, gdzie nauka spotyka się z tym, co niewytłumaczalne. Jego historia pozostaje otwarta, zapraszając kolejne pokolenia badaczy do podjęcia wyzwania, przed którym stanęli naukowcy w latach 20. XX wieku.

Wersja audio tego artykułu:

Przeczytaj również: Tajemnica Ludzi w Czerni: Kim są przerażający mężczyźni, którzy nakazują milczenie świadkom UFO?
Była jak uosobienie ciepła i rodzinnej troski. Podawała ci herbatę z uśmiechem… i śmiercią w filiżance. Poznaj historię Nannie Doss, chichoczącej babci, która kochała tylko wtedy, gdy mogła wybrać moment ostatniego oddechu swoich bliskich.
Czy UFO pochodzi z równoległych wymiarów? Hipoteza interdimensionalna łączy fizykę kwantową, relacje świadków i starożytne legendy. Czy to możliwe, że obiekty te nie są z kosmosu, ale z innej rzeczywistości
Łowca snów to pradawna sieć ochrony, która wyłapuje negatywne energie i niesie dobre sny prosto do twojej duszy. Poznaj historię, symbolikę i magiczne zastosowania tego mistycznego talizmanu, który od wieków pomaga harmonizować sen z duchową rzeczywistością. Czy jesteś gotów otworzyć się na świat snów pełen mądrości i ochrony?