Recenzja „Energia, nie czas” autorstwa Tony Schwartz, Jean Gomes i Catherine McCarthy

86ef5efa-237d-41c3-9b01-62578fc35484
Katarzyna Petrykowska

Akurat w momencie numer sto pięćdziesiąt osiem, kiedy przyszło mi zacząć wszystko od początku, oczywiście zaczynając jak zawsze od końca, ta książka totalnie przypadkiem „stanęła” na mojej drodze. I świetnie się złożyło, bo najwyraźniej bardzo tego potrzebowałam. No dobrze kawa zaparzona, czytam.

I co ja tutaj dostaję, niewiarygodne. „Energia, nie czas” autorstwa Tony Schwartz, Jean Gomes i Catherine McCarthy od Wydawnictwa MTbiznes, zamiast kolejnych porad o lepszym planowaniu kalendarza daje mi coś znacznie bardziej niewygodnego: może problemem wcale nie jest brak czasu? Może problemem jest brak energii?

Ta książka nie atakuje hasłami w stylu „rzuć wszystko i jedź w Bieszczady”. Ona spokojnie, rzeczowo i bardzo konkretnie pokazuje, że funkcjonujemy w złudzeniu, iż im więcej godzin przepracujemy, tym lepsze będą efekty. Tymczasem jakość naszej pracy zależy od jakości naszej energii – fizycznej, emocjonalnej, mentalnej i tej najgłębszej, związanej z poczuciem sensu. I nagle okazuje się, że żadna nowa aplikacja do zarządzania zadaniami nie pomoże, jeśli działamy na oparach.

Czytając, miałam kilka momentów typu „no dobrze, to już brzmi za bardzo znajomo”. Praca w trybie ciągłym, przerwy, które są tylko zmianą ekranu, napięcie, które traktujemy jak normalny stan funkcjonowania. Uśmiech na twarzy, zaangażowanie na zewnątrz, a w środku coraz mniej realnej regeneracji. Autorzy pokazują, że człowiek działa najlepiej w rytmie wysiłku i odnowy, a nie w permanentnym napięciu. To niby oczywiste, a jednak zupełnie nieoczywiste w praktyce.

Bardzo doceniam, że ta książka jest konkretna. Są tu badania, przykłady z pracy z liderami, praktyczne strategie: praca w blokach intensywnego skupienia, prawdziwe przerwy, budowanie rytuałów regeneracyjnych, dbanie o sen, ruch, emocje. To nie jest opowieść o „zwolnij i żyj spokojniej”, tylko raczej: „jeśli chcesz być naprawdę skuteczny, naucz się mądrze zarządzać swoją energią”. To subtelna, ale ogromna różnica.

Dla mnie ta lektura przyszła w idealnym momencie, bo kiedy po raz kolejny układasz zawodowe klocki i chcesz dać z siebie sto procent (a najlepiej sto dwadzieścia), łatwo wpaść w tryb udowadniania sobie, że możesz więcej. A ta książka przypomina, że więcej nie zawsze znaczy lepiej. Że ambicja i troska o siebie wcale się nie wykluczają. Że można być zaangażowanym, skutecznym i jednocześnie nie żyć w ciągłym zmęczeniu.

Nie zrobiła we mnie rewolucji fajerwerkami. Zrobiła coś trudniejszego – cicho przestawiła mi sposób myślenia. I w tym całym „zaczynam od początku, zaczynając od końca” dała mi bardzo potrzebne zatrzymanie i refleksję: może nie muszę zmieniać wszystkiego. Może wystarczy zmienić rytm.

Jeśli czujesz, że pracujesz dużo, a satysfakcja i energia nie idą z tym w parze, jeśli masz ambitne plany, ale coraz częściej brakuje Ci paliwa, to naprawdę warto po tę książkę sięgnąć. Czasu wciąż będzie tyle samo. Pytanie, z jaką energią go wypełnisz.

Przeczytaj również: Gdy dusze wracają: tajemnicza historia sióstr Pollock
Czy czujesz, że energia w tobie czasem stoi w miejscu? "Czakry. Źródła energii" Agnieszki Passendorfer to praktyczny przewodnik, który pomoże ci odblokować wiry mocy w ciele i umyśle. Pełen prostych ćwiczeń jogi, medytacji i życiowych rad od doświadczonej nauczycielki – idealny na start w świat harmonii i spokoju.
Odkodowany przekaz z Rendlesham ujawnia 7 punktów mocy rozsianych po całej Ziemi. Te miejsca tworzą mistyczną sieć, której celem jest duchowa ewolucja ludzkości. Czy jesteś gotów wyruszyć śladem energii z roku 8100?