Najbardziej intrygująca historia, jaką kiedykolwiek opowiedział Richard Marx

bielecki
Tomasz Bielecki

Moje koleżanki z redakcji wiedzą, że mam troszkę obsesję na punkcie tej piosenki więc nie mogłem się powstrzymać.

Kiedy w 1992 roku Richard Marx wydał piosenkę „Hazard”, nikt nie spodziewał się, że ten utwór na zawsze zmieni sposób, w jaki słuchamy jego muzyki. Do tej pory kojarzono go głównie z romantycznymi balladami i wielkimi hitami miłosnymi. Nagle pojawiła się mroczna, filmowa opowieść o małym miasteczku, oskarżeniu o morderstwo i dziewczynie imieniem Mary, której śmierci nigdy nie wyjaśniono. Do dziś, ponad trzydzieści lat później, ludzie wciąż dyskutują, analizują teledysk klatka po klatce i próbują rozwiązać zagadkę, której sam autor świadomie nie rozwiązał.

Jak przypadkowy faks stworzył legendę

Historia powstania „Hazard” to jedna z najpiękniejszych anegdot w całym songwritingu lat 90. Richard Marx był w trasie, kiedy w jego głowie pojawiła się cała melodia – kompletna, z solówką gitarową, groove’em perkusji i tym niepokojącym, filmowym klimatem. Wiedział od razu, że to nie może być kolejna love song. Brzmiała zbyt mrocznie, zbyt tajemniczo.

Miał już prawie gotowy tekst, ale brakowało dwóch sylab w kluczowej linijce refrenu: „and leave this old ______ town”. Melodia wymagała konkretnego rytmu i brzmienia. Wtedy Marx zrobił coś, co dziś brzmi jak historia z innego świata. Zadzwonił do Izby Handlowej stanu Nebraska i poprosił o przesłanie faksem listy wszystkich miast i miasteczek w stanie. Kilka godzin później przez jego maszynę w Los Angeles przeszło szesnaście stron nazw. Rzucił je w powietrze, a kiedy opadły, po prostu położył palec na losowej kartce.

Trafił na „Hazard”.

Nazwa była idealna nie tylko pod względem rytmu, ale też znaczenia – „hazard” to po angielsku zarówno ryzyko, jak i niebezpieczeństwo. Marx wiedział, że trafił w dziesiątkę. Miasteczko naprawdę istnieje w Nebrasce. W 1992 roku liczyło zaledwie 78 mieszkańców. Po wielkim sukcesie piosenki artysta pojechał tam z zespołem, zrobił sobie zdjęcia przy tablicy z nazwą miasta i kupił lokalne koszulki „Hazard Daze”.

Piosenka, którą Marx uważał za swoją największą porażkę

To, co najbardziej zaskakuje w całej historii, to stosunek samego twórcy do utworu. Jeszcze przed nagraniem Marx był przekonany, że „Hazard” to „the dumbest, lamest thing” – najgłupsza i najbardziej żenująca rzecz, jaką kiedykolwiek napisał. Uważał, że eksperyment z opowiadaniem historii w formie piosenki kompletnie mu nie wyszedł. Nagrał demówkę właściwie tylko po to, żeby udowodnić swojej ówczesnej żonie, aktorce Cynthii Rhodes (którą na pewno również kojarzycie z klasyka Dirty Dancing), oraz kilku znajomym, że się mylą. Oni wszyscy twierdzili, że to będzie wielki hit. On był pewien, że skończy jako zapomniany albumowy filler.

Los, jak to często bywa, miał inne plany.

Kadr z teledysku. Wraz z Richardem Marxem Renee Parent jako Mary

Opowieść o chłopcu, który nigdy nie pasował

„Hazard” opowiada historię mężczyzny, który jako siedmioletni chłopiec przyjechał do małego miasteczka w Nebrasce razem z matką. Od pierwszego dnia był tam obcy. Mieszkańcy od razu uznali, że „ten chłopak nie jest w porządku”. Dorósł, a w miasteczku pojawiła się Mary – dziewczyna, do której żywił głębokie, choć nie do końca sprecyzowane uczucia. Często spacerowali razem nad rzeką.

Pewnego dnia Mary poszła nad rzekę sama i już nie wróciła. Znaleziono ją martwą. Całe miasteczko natychmiast wskazało palcem na narratora. On przez całą piosenkę uparcie powtarza, że jest niewinny, że zostawił ją całą i zdrową. Ale nikt mu nie wierzy. Tekst kończy się pytaniem bez odpowiedzi: co tak naprawdę wydarzyło się tamtej nocy?

Richard Marx celowo zostawił zakończenie otwarte. Nigdy nie zdradził, czy narrator kłamie, czy mówi prawdę. Powtarza tylko: „I’m still not telling who killed Mary”.

Teledysk, który wygląda jak odcinek serialu kryminalnego

Do piosenki powstał teledysk, który sam w sobie jest małym arcydziełem. Reżyserował go Michael Haussman, a całość nakręcono w czarno-białej tonacji, z klimatem klasycznego filmu noir. Marx gra w nim samego narratora – mężczyznę o smutnych oczach i wyrazie twarzy kogoś, kto od zawsze nosi na sobie piętno obcości.

Już na samym początku teledysku pojawiają się dwa duchy (musi być chociaż lekki ale akcent naszej tematyki) – matki narratora i Mary – stojące nad wodą. To nie jest przypadkowa scena. To celowy, mroczny akcent, który od pierwszej sekundy ustawia cały nastrój: tajemnicę, żałobę i nadprzyrodzony niepokój. Mary wciela się Renee Parent, aktorka wybrana tak, by przypominała matkę bohatera z flashbacków – to nie jest przypadek, tylko świadomy zabieg. Szeryfa gra Robert Conrad, który emanuje niepokojącą, władczą aurą. W teledysku widzimy, jak fotografuje parę z ukrycia, śledzi Mary samochodem, pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach.

Kluczowym elementem jest szalik. Narrator zostawia go u Mary, gdy w panice ucieka po tym, jak nakrywa ją w intymnej sytuacji z innym mężczyzną. Później Mary zostaje znaleziona w rzece właśnie z tym szalikiem wokół szyi. Duchy powracają wielokrotnie – sylwetki Mary i matki stojące nad wodą w kluczowych momentach, jakby chciały coś przekazać, ale nie mogły. Są flashbacki z dzieciństwa: szyderstwa starszych mężczyzn, pożar domu, matka i jej tajemnice.

W 1992 roku stacja VH1 emitowała nawet trzy różne wersje teledysku. Jedna mocniej sugerowała samobójstwo, inna winę szeryfa. Wszystkie kończyły się tak samo – brakiem ostatecznej odpowiedzi.

Kto zabił Mary? Najtrwalsza zagadka popkultury lat 90.

Od ponad trzech dekad fani rozkładają piosenkę i teledysk na czynniki pierwsze. Richard Marx przyznał kiedyś, że zostawił wystarczająco dużo wskazówek, by dało się logicznie rozwiązać sprawę, ale nigdy nie potwierdził żadnej teorii.

Najczęściej wymieniane wersje to szeryf – najbardziej przekonująca dla wielu, bo jest stalkerem, ma obsesję na punkcie Mary, idealnie pasuje do schematu skorumpowanego stróża prawa w małym miasteczku, który potrzebuje kozła ofiarnego. Samobójstwo – wersja, którą teledysk w jednej ze swoich edycji najmocniej podpowiada: Mary jest zrozpaczona po tym, jak narrator zobaczył ją z innym, czuje wstyd, bierze jego szalik jako ostatnią pamiątkę i idzie nad rzekę. Narrator – klasyczna interpretacja: miał motyw, zostawił dowód, a jego zaprzeczenia brzmią dla wielu zbyt desperacko. Kochanek Mary – ten tajemniczy mężczyzna z samochodu, który zobaczył, że Mary ma uczucia do innego i zabił ją w afekcie.

Są też bardziej kreatywne teorie – że zrobiła to matka narratora, że to sprawka całego miasteczka, albo nawet że Mary wcale nie umarła. Marx tylko się uśmiecha, gdy go o to pytają.

Kadr z teledysku. Robert Conrad i Richard Marx

Hit, który zaskoczył wszystkich – także twórcę

Mimo że sam autor był sceptyczny, „Hazard” stał się jednym z największych sukcesów Richarda Marxa. W Stanach dotarł do 9. miejsca na Billboard Hot 100 i na sam szczyt listy Adult Contemporary. Był numerem 1 w Australii, wchodził do top 3 w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Irlandii, a w sumie wspiął się na pierwsze miejsce w czternastu różnych krajach.

Dla Marxa, który przez lata był królem ballad miłosnych, ten mroczny utwór stał się czymś w rodzaju artystycznego przebudzenia. Pokazał, że potrafi opowiadać historie tak sugestywnie, jak Springsteen czy Bob Seger, których styl był dla niego inspiracją.

Małe miasteczko, które nigdy nie zapomni

Po sukcesie Richard Marx naprawdę odwiedził Hazard w Nebrasce. Mieszkańcy przyjęli go ciepło – w końcu dzięki niemu ich senne miasteczko trafiło na mapę świata. Dziś „Hazard” wciąż jest tam żywy. Ludzie przyjeżdżają, robią zdjęcia przy tablicy, szukają rzeki (której tak naprawdę nie ma – w rzeczywistości jest tylko błotnisty strumień kilka mil dalej).

Piosenka stała się czymś więcej niż tylko utworem. Stała się współczesną legendą miejską, opowieścią, którą opowiada się przy ognisku, i zagadką, która nigdy nie przestaje intrygować.

Bo właśnie o to w niej chodziło od samego początku.

Przeczytaj również: Alpejskie oko na niebo: czy kamery na Zugspitze polują na UFO?
Jedna noc, miliardy myśli i jedno zbiorowe „od jutra wszystko będzie inaczej”. Sylwester to coś więcej niż fajerwerki i szampan. To globalny rytuał energetyczny, w którym nieświadomie bierze udział cała planeta. Sprawdź, dlaczego ta noc naprawdę działa na psychikę, ciało i pole intencji oraz jak wykorzystać ją świadomie, bez rezygnacji z radości, zabawy i odrobiny noworocznego chaosu.
Wyobraź sobie, że zwykły emerytowany celnik w tajemnicy przed światem budzi starożytną magię, która spała przez tysiące lat… i nagle cały świat zaczyna tańczyć w rytmie księżyca. „Znaczenie czarownictwa” to nie zwykła książka – to płomień, który zapalił Wiccę na nowo, prosto z ust jej twórcy. Jeśli kiedykolwiek chciałeś poczuć prawdziwą moc, która płynie z natury, z krwi i z pamięci przodków – ta lektura zmieni Cię na zawsze.
Odkryj tajemnice duszy i cyklu wcieleń w "Kołowrót życia tom 2" Wandy Prątnickiej – książka, która zmieni twoje spojrzenie na śmierć, reinkarnację i sens egzystencji. Pełna autentycznych doświadczeń egzorcystki, prostym językiem wyjaśnia, dlaczego wracamy na Ziemię, co dzieje się po śmierci i jak przerwać powtarzające się lekcje życia. Idealna dla szukających głębszego zrozumienia siebie i wszechświata – po lekturze lęk przed nieznanym zika, a życie nabiera nowego sensu!