Sardyńskie „Czarne Wdowy”: Tajemnica Accabadora w historii i literaturze

grok-image-59f07cb2-da1c-4860-a580-930cbf1e0038
Tomasz Bielecki

Sardynia, ta malownicza wyspa na Morzu Śródziemnym, kryje w sobie nie tylko piękne krajobrazy gór i morza, ale też głęboko zakorzenione tradycje, które mieszają elementy starożytnych wierzeń z codzienną walką o przetrwanie. Jedną z najbardziej intrygujących i kontrowersyjnych postaci w sardyńskim folklorze są „czarne wdowy”, znane jako „accabadora”. Te kobiety, często wdowy ubrane w czarne szaty, pełniły rolę, która budzi do dziś mieszane uczucia – od podziwu za miłosierdzie po oskarżenia o morderstwo. Ich historia splata się z ubóstwem wiejskich społeczności, brakiem dostępu do medycyny i etycznymi dylematami wokół końca życia. W tym artykule zanurzymy się w bogaty świat tych postaci, począwszy od ich historycznych korzeni, przez codzienne praktyki, aż po literackie odbicie w powieści Micheli Murgii „Accabadora”. To opowieść o litości, tajemnicy i konflikcie między tradycją a nowoczesnością, oparta na relacjach świadków, badaniach historycznych i kulturalnych przekazach, które przetrwały wieki.

Korzenie w dawnej kulturze Sardynii

Historia accabadora sięga głęboko w przeszłość Sardynii, wyspy, która przez wieki była izolowana od reszty Europy, rozwijając unikalne zwyczaje pod wpływem fenickich, rzymskich i pogańskich tradycji. W tych odciętych od świata wioskach, gdzie góry i morze dyktowały rytm życia, ludzie musieli radzić sobie z surowymi warunkami: biedą, chorobami i brakiem profesjonalnej opieki medycznej. Accabadora, co w sardyńskim dialekcie oznacza „kobietę, która kończy” lub „tę, która pomaga odejść”, pojawia się w kontekście tych realiów. Pierwsze wzmianki o tym terminie datują się na 1835 rok, kiedy to w dokumentach i plotkach mówiono o eutanazji osób starszych, przekraczających 70 lat. Ale korzenie są starsze – nawiązują do starożytnych praktyk, jak użycie trucizny z rośliny Oenanthe crocata, endemicznej dla wyspy, która powodowała sardoniczny uśmiech na twarzy ofiary przed śmiercią. Ta roślina, z rodziny selerowatych, była używana w czasach fenickich do ukamienowania lub pobicia, co pokazuje, jak dawne metody radzenia sobie z cierpieniem ewoluowały w coś bardziej dyskretnego.

W średniowieczu podobne praktyki znane były w Europie, na przykład „coup de grâce” – cios łaski zadawany sztyletem misericordia podczas wojen. Na Sardynii, pod silnym wpływem Kościoła katolickiego, te zwyczaje mieszały się z chrześcijańskimi rytuałami, ale też z elementami czarownictwa i ludowych wierzeń. W XIX i na początku XX wieku, kiedy wyspa wciąż była uboga i wiejska, accabadora stały się częścią codzienności w odległych społecznościach. Ostatnie relacje pochodzą z lat 20. XX wieku, kiedy to bieda zmuszała rodziny do trudnych decyzji. Kościół, głoszący sanctity życia, mógł potępiać takie działania, ale w praktyce, w izolowanych wioskach, tradycja przetrwała jako forma miłosierdzia. To nie były przypadkowe akty – accabadora działały w ramach niepisanych zasad społeczności, gdzie śmierć była częścią cyklu życia, a cierpienie nie do zniesienia wymagało interwencji.

Rola i codzienne obowiązki Accabadora

Accabadora nie były widziane jako morderczynie, ale jako służebnice śmierci, pełne empatii i szacunku w społeczności. Zazwyczaj były to wdowy, które straciły mężów i nie miały własnych dzieci, co czyniło je idealnymi do tej roli – wolne od rodzinnych zobowiązań, a jednocześnie doświadczone w opiece nad chorymi. Pełniły też funkcję ludowych uzdrowicielek, znachorek, które znały zioła i rytuały. Ich głównym zadaniem było zakończenie cierpienia terminalnie chorych lub starszych osób, ale tylko na wyraźną prośbę samego zainteresowanego lub jego rodziny. To podkreślało etyczny aspekt: nie działały z własnej woli, ale jako odpowiedź na wołanie o pomoc. W wiejskich społecznościach, gdzie każdy znał każdego, accabadora cieszyły się szacunkiem – ich obecność kojarzyła się z ulgą w ostatnich chwilach życia słabych i obłożnie chorych.

Proces był otoczony rytuałami, które dodawały mu powagi i mistycyzmu. Accabadora przychodziła nocą, w ciszy, po usunięciu z pomieszczenia członków rodziny, symboli religijnych jak krzyże czy obrazy świętych, oraz amuletów. Wierzono, że to ułatwia duszy opuszczenie ciała, mieszając chrześcijańskie egzorcyzmy z pogańskimi wierzeniami. Modlitwy towarzyszyły aktowi, a wszystko odbywało się dyskretnie, by symulować naturalną śmierć i uniknąć oskarżeń. Narzędzia były proste: drewniany młotek zwany „sa mazzola” lub „su mazzolu”, którym zadawano cios w głowę lub kark – jeden z takich artefaktów jest dziś wystawiony w Muzeum Galluras w Luras. Czasem używano poduszki do duszenia, a w dawniejszych czasach trucizn roślinnych. Te metody, choć brutalne z dzisiejszej perspektywy, były widziane jako akt łaski w czasach bez morfiny czy opieki paliatywnej.

Zbliżenie na postać Accabbadory (zrekonstruowaną w muzeum) w chwili, gdy używa swojego „instrumentu”, by położyć kres cierpieniu pacjenta (foto: Wikipedia)

Między miłosierdziem, a tajemnicą

Szczegółowo opisując metody, warto podkreślić ich dyskrecję i symbolikę. Accabadora działała w całkowitej ciszy, wchodząc do domu chorego po zmroku, by nie budzić niepokoju w wiosce. Przed aktem usuwała wszelkie przeszkody dla duszy – nie tylko religijne ikony, ale też przedmioty codziennego użytku, które mogły „przywiązać” duszę do świata żywych. Recytowała modlitwy, czasem w sardyńskim dialekcie, mieszając słowa katolickie z ludowymi inkantacjami. Cios młotkiem był szybki i precyzyjny, zadawany w tył głowy, by uniknąć cierpienia. Poduszka, dusząc, symulowała uduszenie się we śnie, co było łatwiejsze do zaakceptowania dla rodziny i społeczności.

W starożytnych kontekstach, jak wspominano, trucizny z Oenanthe crocata powodowały paraliż i uśmiech, co dodawało grozy, ale w czasach accabadora metody ewoluowały ku mechaniczności. Te praktyki były odpowiedzią na realia: w wioskach bez lekarzy, gdzie chorzy umierali w męczarniach z powodu raka, gruźlicy czy starości, accabadora oferowała godny koniec. Ich rola była ambiwalentna – z jednej strony anioły miłosierdzia, z drugiej figury budzące lęk, ubrane w czarne szaty wdów, z twarzami ukrytymi pod chustami. To połączenie empatii z aktem zabijania czyniło je unikalnymi w europejskim folklorze.

Znaczenie kulturowe i symbolika w sardyńskim społeczeństwie

W kulturze sardyńskiej accabadora symbolizują most między życiem a śmiercią, litością a koniecznością. Były odpowiedzią na izolację wyspy, gdzie ubóstwo i brak infrastruktury medycznej zmuszały do radykalnych rozwiązań. Ich postać evocuje obraz „czarnych wdów” – tajemniczych, groźnych, ale życzliwych. To inspirowało literaturę, filmy i reportaże, jak książka Micheli Murgii „Accabadora” z 2009 roku, film „Accabadoras” z 2018 czy relacje dziennikarza Piera Bardanzellu o „ciotce Domenice”, która pomagała w latach 20. XX wieku. W szerszym kontekście, podobne praktyki istniały w innych regionach Europy, gdzie miłosierne zabijanie było akceptowane w ekstremalnych warunkach.

Symbolika accabadora podkreśla rolę kobiet w sardyńskiej kulturze – jako strażniczek narodzin i śmierci, uzdrowicielek i opiekunek. Ich czarne ubrania kojarzą się z żałobą, ale też z mocą, dodając aury tajemnicy. Dziś, w muzeach i festiwalach, pamięć o nich jest kultywowana jako dziedzictwo, choć z nutą sceptycyzmu. To pokazuje, jak tradycje ludowe pomagały radzić sobie z cierpieniem w erze przed nowoczesną medycyną.

Legendy i opowieści: Między faktem a fikcją

Legendy wokół accabadora są bogate i pełne emocji, mieszając fakty z wyobraźnią. Opowiadają o kobietach pojawiających się jak duchy w wioskach, by towarzyszyć umierającym. Jedna historia mówi o accabadora, która rytualnie usuwała przeszkody dla duszy, a potem zadawała cios młotkiem, recytując modlitwy. Inne relacje, oparte na ustnych przekazach z początku XX wieku, opisują je jako życzliwe, ale przerażające figury – zawsze w czerni, z ukrytymi twarzami. Dziennikarz Bardanzellu przytaczał opowieści o tych, które działały w latach 20., kończąc życie w sposób łagodny. Te historie wywołują dreszcze, bo łączą empatię z zabijaniem, czyniąc accabadora postaciami ambiwalentnymi: aniołami śmierci czy morderczyniami? W folklorze sardyńskim mieszają się z wierzeniami o duchach i czarownicach, dodając warstw mistycyzmu.

Debaty i współczesne poglądy

Istnienie accabadora budzi spory wśród historyków. Brak jednoznacznych dowodów – akt sądowych czy medycznych – sprawia, że niektórzy, jak historyk Manlio Brigaglia, nazywają to „fałszywym mitem” stworzonym dla sensacji. Gazeta „La Nuova Sardegna” w 2015 roku argumentowała, że termin z 1835 roku wywodzi się z plotek, a praktyki mogły być metaforyczne: accabadora po prostu towarzyszyły umierającym, łagodząc ból bez zabijania, co nie kolidowało z katolickimi naukami. Z drugiej strony, dokument „Accabadoras. Panie łaskawej śmierci” z 2018 zawiera świadectwa i badania potwierdzające realne praktyki. Badacze wskazują na kontekst: w ubogich wioskach eutanazja była koniecznością.

Współcześnie, to zjawisko prowokuje dyskusje o etyce eutanazji, legalnej w krajach jak Holandia czy Belgia. Na Sardynii muzea kultywują pamięć, traktując accabadora jako relikt folkloru, ale z refleksją nad godną śmiercią.

Najczęściej stosowaną metodą było uderzenie w skroń pacjenta lub w kość szyi przedmiotem przypominającym młot i zwanym mazzolu (zwanym także mazzoccu lub mazzocca). Foto: Muzeum Etnograficzne Galluras

Powieść „Accabadora” Micheli Murgii

Jednym z najpiękniejszych literackich odbić tej tradycji jest powieść „Accabadora” Micheli Murgii, wydana w 2009 roku przez Einaudi. Murgia, urodzona w 1972 na Sardynii i zmarła w 2023 po walce z rakiem, była pisarką, aktywistką i feministką. To jej debiut powieściowy, który zdobył nagrody jak Premio Campiello w 2010, Premio Mondello i inne. Przetłumaczona na wiele języków, w tym polski (Czarne, 2013, tłum. Lucyna Rodziewicz-Doktór), to krótka, ale gęsta od emocji książka, licząca około 200 stron, napisana prostym, poetyckim językiem oddającym rytm wiejskiego życia.

Akcja dzieje się w latach 50. i 60. XX wieku w górskiej wiosce Soreni. Główna bohaterka, Maria Listru, sześcioletnia dziewczynka z ubogiej rodziny wdowy Anny Zarone, jest traktowana jako „niechciane usta do wykarmienia”. Zgodnie z zwyczajem „fill’e anima”, zostaje adoptowana przez bezdzietną wdowę Bonarię Urrai, szanowaną krawcową. Maria dorasta pod jej opieką, ucząc się szycia i zasad życia w społeczności przesądów i rytuałów. Odkrywa jednak, że Bonaria jest accabadorą – „położną śmierci”, pomagającą terminalnie chorym odejść. To wstrząsa dziewczynką, zwłaszcza gdy Bonaria pomaga sparaliżowanemu Andrìi Bastìu, łamiąc zasady. Maria ucieka do Turynu, gdzie pracuje jako niania, doświadczając kontrastu między archaiczną Sardynią a nowoczesnością. Powrót na wyspę zmusza ją do konfrontacji z przeznaczeniem.

Bohaterowie są żywi: Maria ewoluuje od naiwności do dojrzałości, Bonaria reprezentuje mądrość i ciężar tajemnicy, Anna jest surową matką, a Andrìa symbolizuje cierpienie. Tematyka obejmuje eutanazję jako miłosierdzie, relację matka-córka, tradycję vs nowoczesność, kulturę sardyńską z jej przesądami i religijnością. Kontekst historyczny oddaje Sardynię lat 50., z mieszanką katolicyzmu i pogaństwa. Odbiór był entuzjastyczny – średnia na Goodreads 4,0/5, chwalona za liryzm i detale, choć niektórzy krytykują środkową część. Po śmierci Murgii, książka zyskała nowe znaczenie jako refleksja nad śmiercią.

Etyczne dylematy i dziedzictwo

Łącząc historię z literaturą, accabadora pokazują, jak dawne praktyki wpływają na współczesne debaty. W powieści Murgii stają się symbolem konfliktu między litością a moralnością, tradycją a postępem. To dziedzictwo Sardynii, które przypomina o ludzkiej potrzebie godności w obliczu śmierci.

Przeczytaj również: Westall UFO 1966: największa masowa obserwacja latającego spodka w historii Australii
Kardiologom z American Heart Association znowu udało się połączyć medycynę z rockiem! Klasyczny hit Pearl Jam „Even Flow” ma idealne tempo 105 BPM, by ratować życie podczas resuscytacji. Wyciągaj flanelową koszulę, włącz grunge i uciskaj w rytm – bo ratowanie życia nigdy nie brzmiało tak dobrze!
Szatan mógłby promować ludzi czy systemy, które pozornie wydają się "oświecone", ale w rzeczywistości prowadzą na manowce. Mogą to być fałszywi prorocy, ideologie, które obiecują "raj na ziemi", lub systemy duchowe, które oddalają od Stworzyciela.
W cieniu rosyjskich nekropolii kryje się historia, która mrozi krew w żyłach — Anatolij Moskvin, naukowiec i nekrofil, który przywracał do życia zmarłe dzieci w swojej własnej, przerażającej wizji świata. Jego czyny to nie tylko zbrodnia, to rozpaczliwy krzyk umysłu rozdartego między geniuszem a szaleństwem. Co kryje się za maską szaleńca? Jak reaguje psychiatria i co czują rodziny ofiar? Ta opowieść to labirynt ludzkich emocji, tajemnic i niepokojących pytań, które nie pozwolą Ci spać po nocach.