Przeczytałem „Jestem z gwiazd” Wydawnictwa Wielka Litera w kilka wieczorów i muszę przyznać, że książka zostawiła we mnie bardzo ciepłe, głębokie wrażenie.
To po prostu długa, szczera rozmowa Roberta Bernatowicza z Anną Matusiak. Nie ma tu ozdobników, nie ma naukowego zadęcia – jest tylko człowiek, który opowiada swoje życie tak, jak je przeżył i zrozumiał. Mówi o dzieciństwie, o pierwszych dziwnych doświadczeniach, o tym, jak powoli dochodził do wniosku, że świat jest o wiele większy, niż nam się wydaje. Robi to spokojnie, bez narzucania się, ale z taką wewnętrzną pewnością, że trudno pozostać obojętnym.
Najmocniejszym momentem jest dla mnie ten fragment z „listem od Boga”. Naprawdę warto dojść do tych stron – czy się w to wierzy, czy nie, tekst jest napisany z ogromną prostotą i miłością. U mnie wywołał łzy i długo nie mogłem zasnąć, bo ciągle o tym myślałem. To jedna z tych rzadkich rzeczy w książkach, które trafiają prosto w serce, niezależnie od światopoglądu.
Oczywiście, sporo historii zna się już z podcastów czy wywiadów, ale tutaj są opowiedziane inaczej – bardziej intymnie, bez pośpiechu, z większą ilością osobistych szczegółów. Powtórzenia, które w formie audio czasem irytują, w książce działają jak refren, który wzmacnia przekaz.

Nie jest to publikacja dla kogoś, kto szuka twardych dowodów albo naukowej analizy zjawisk paranormalnych. To raczej świadectwo jednego człowieka, który przez całe życie zbierał doświadczenia i w końcu ułożył je w spójną, pełną nadziei opowieść o tym, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy.

Dla mnie to jedna z najcieplejszych i najbardziej pokrzepiających książek, jakie czytałem w ostatnich latach. Wychodzisz z niej z poczuciem, że życie ma sens, że śmierć nie jest końcem, i że jesteśmy kochani o wiele bardziej, niż nam się wydaje.
Polecam ją każdemu, kto choć trochę jest otwarty na takie tematy. Nawet jeśli nie zgodzisz się ze wszystkim, to i tak wyjdziesz bogatszy o kilka pięknych, wzruszających myśli.
Ocena: solidne, szczere 8,5/10.

