Jeśli kiedykolwiek myślałeś/aś o medytacji, ale od razu przychodziło Ci do głowy coś w stylu „to nie dla mnie, nie umiem siedzieć w ciszy dłużej niż minutę” albo „to jakieś ezoteryczne bzdury z Instagrama”, to ta książka Agnieszki Passendorfer jest dokładnie tym, czego potrzebujesz. Nazywa się „Medytacja. Odkryj swój sposób na uspokojenie umysłu i ciała” i wyszła niedawno, bo w styczniu 2026 roku, nakładem Wydawnictwa Sensus. To nie jest kolejna gruba cegła pełna filozoficznych dywagacji – to kompaktowy, 148-stronicowy poradnik, który czyta się jak rozmowa z doświadczoną przyjaciółką, która przeszła przez to samo co Ty i wie, jak to ogarnąć bez ściemniania.
Kim jest autorka i dlaczego jej warto słuchać
Agnieszka Passendorfer to nie jakaś influencerka od jogi z TikToka. Ona siedzi w tym od ponad 30 lat – zaczęła medytować w 1990 roku, jogę rok później, a pierwsze dyplomy nauczycielskie zdobyła już w 2010. Studiowała filozofię i indologię na Uniwersytecie Warszawskim, prowadzi własne studio AGAPE Joga, pisze książki (wcześniej „10 lekcji jogi” czy „Czakry. Źródła energii”), artykuły i prowadzi warsztaty. W wywiadach dla „Wprost” mówi prosto: medytacja to dla niej trening odporności psychicznej, nie relaksacyjna bajka. Zaczynała, bo chciała spokoju w głowie bez huśtawek nastrojów, depresji i dramatu. I to widać w książce – zero pseudonaukowych uproszczeń, zero „lecz wszystko jednym oddechem”. Ona wie, o czym mówi, bo to jej życie.

Struktura książki – proste jak drut, ale mądre
Autorka od razu stawia sprawę jasno: medytacja to 1% teorii i 99% praktyki. Dlatego książka jest podzielona na dwie części, co idealnie odzwierciedla to podejście.
Część pierwsza: 1% teorii (tylko dwa rozdziały, bo ile można gadać?):
- Rozdział 1: Czym jest ta cała medytacja? – Tu dostajesz esencję. Co to w ogóle jest, skąd się wzięło (od starożytnych Indii po współczesne badania naukowe), kto to wymyślił i po co. Passendorfer wyjaśnia, że medytacja to nie puste siedzenie, tylko trening umysłu – obserwacja myśli bez walki z nimi. Mówi o korzyściach: lepsza koncentracja, mniejszy stres, głębsze zrozumienie siebie. Ale nie obiecuje cudów. Podkreśla, że to narzędzie do życia, nie terapia.
- Rozdział 2: Mity – Tu rozwiewa najpopularniejsze bzdury. Że medytacja to tylko dla buddyjskich mnichów? Że musisz siedzieć w pozycji lotosu godzinami? Że jak myśli Ci biegną, to źle robisz? Że to magiczna pigułka na szczęście? Zero ściemy – autorka bierze te mity pod lupę i mówi: „Słuchaj, to nie tak”.
Część druga: 99% praktyki (tu jest mięso):
- Rozdział 3: Gdzie to robić? W jakiej pozycji? Kiedy? Jak często? – Najbardziej praktyczny rozdział ever. Konkretne wskazówki: na krześle, na poduszce, nawet leżąc. W domu, w parku, w autobusie? Jak długo zacząć – od 5 minut? Jak często – codziennie, ale bez presji? Passendorfer mówi: „Nie musisz być idealny/a, rób to po swojemu”. To nie jest sztywny plan, tylko elastyczne rady, które pasują do życia z pracą, dziećmi i chaosem.
- Rozdział 4: Jaki masz wybór? – Tu wybór technik: od skupienia na oddechu, przez mantry, po medytację chodzoną czy nawet w ruchu. Dla każdego coś – introvert, ekstrawertyk, zestresowany rodzic, zabiegany manager. Pokazuje, jak budować własny rytuał, bez kopiowania z YouTube.
- Q&A – Sekcja z pytaniami, które słyszy na kursach. „Co jak mi myśli uciekają?”, „Czy medytacja boli ciało?”, „A co z lękami?”. Odpowiedzi szczere, bez owijania w bawełnę. Plus zakończenie z podziękowaniami i bibliografią – bo autorka nie udaje, że wszystko wie, tylko poleca źródła.
Całość jest krótka, ale gęsta od treści. Czyta się szybko, bo styl jest lekki, żartobliwy, z humorem. Nie ma tu akademickiego bełkotu – zdania są jak z rozmowy przy kawie.
Co mnie wciągnęło i dlaczego to działa
To, co wyróżnia tę książkę spośród dziesiątek podobnych, to brak presji. Passendorfer powtarza: „Jeśli nie chcesz medytować, nie medytuj”. Ale jak już chcesz – to pokaże Ci drogę. Widać jej doświadczenie: mówi o frustracji, o tym, jak gonitwa myśli to norma, nie porażka. W wywiadach podkreśla, że medytacja to małe akty czułości wobec siebie – nie zryw na miesiąc, tylko nawyk. Dla mnie super, bo jako ktoś, kto próbował appki typu Headspace i rzucał po tygodniu, poczułem ulgę: „Okej, nie jestem dziwny, to normalne”.
Książka jest rzetelna. Zero ezoteryki, tylko nauka, historia i doświadczenie. Na przykład cytuje badania o wpływie na mózg, ale nie wciska ich na siłę. I to odczarowanie – medytacja to nie trendy wellness, tylko narzędzie na codzienne życie. Dla osób z kruchą psychiką radzi: najpierw lekarz, potem praktyka. Uczciwie.

Dla kogo jest ta książka?
- Idealna dla początkujących: Jeśli nigdy nie medytowałeś/aś albo próbowałeś/aś i się zniechęciłeś/aś.
- Dla powracających: Jak ja – przypomnienie, że nie trzeba być mędrcem.
- Nie dla zaawansowanych: Ci mogą czuć niedosyt, bo to podstawy. Ale nawet oni docenią odświeżenie.
Jeśli masz problemy ze snem, stresem, gonitwą myśli – bierz. To nie zastąpi terapii, ale może być dobrym startem.
Moja ocena
„Medytacja” Passendorfer to jedna z tych książek, które nie tylko czytasz, ale od razu chcesz wypróbować. Daje wiedzę, ale nie przytłacza – popycha do działania. Dla mnie 9,5/10. Bo jest szczera, praktyczna i ludzka. Jeśli szukasz sposobu na uspokojenie w tym zwariowanym świecie, to nie wahaj się. Kup, przeczytaj i… po prostu usiądź na chwilę. Bez oczekiwań. Warto.

