Kolejny raz patrzę w lustro i kolejny raz nie widzę swoich oczu. Patrzy na mnie ktoś inny…
Kiedy kolejna kwarantanna osadziła nas w domu na 12 dni, był koniec listopada 2021. Pierwsze dni były super. Kominek, wspólny czas, spacery z psem, meldowanie i głupie zdjęcia w aplikacji kowidowej.
Dzień 1
Wszystko zaczęło się w piątek wieczór 26.11.2021. Od tygodnia wieczorami ćwiczyłam plank / deskę. W piątek również. Potem jeszcze chwilę pobawiłam nie z córką i przyszedł czas na spanie. Myślałam, że się nadwyrężyłam. Pojawił się lekki ból w okolicach wątroby promieniujący delikatnie na plecy. „Nic poważnego” – pomyślałam. Ból jednak się nasilał. Zeszłam na dół i wzięłam leki rozkurczowe i przeciwbólowe. Mama stwierdziła, że to wątroba, i że przegięłam z tostami z serem. Wypiłyśmy herbatę z cytryną i poszłam spać.
Dzień 2
Sobota minęła bez bólu. Jednak wieczorem ból wrócił spotęgowany. Bolało mnie do tego stopnia, że zadzwoniłam na pogotowie. Po trzech godzinach karetka zabrała mnie na sygnale do Otwocka na SOR. Tam dostałam leki przeciwbólowe, zrobiono mi badania, podłączono kroplówkę i… rano wypisano do domu z zaleceniem przyjmowania leków przeciwbólowych oraz wykonaniem usg jamy brzusznej.
Dzień 3
Bój jednak nie ustępował. Mama zawiozła mnie na pogotowie w Mińsku Mazowieckim. Lekarz dyżurny stwierdził, że mogę mieć atak kolki nerkowej i skierował na oddział urologiczny w szpitalu. Zasugerował oddział w Siedlcach albo Otwock. Dostałam silne leki przeciwbólowe i wróciłam do domu. Była niedziela w nocy.
Dzień 4
W poniedziałek rano umówiłam się na usg do gabinetu dr n.med. Anny Pajk w Mińsku Mazowieckim. Po wykonaniu usg pani doktor zasugerowała skrzepy lub guza prawej nerki. Nie jest to najlepsza perspektywa zważywszy utrzymujący się ból w obszarze jamy brzusznej i lędźwi.
Mama zawiozła mnie do szpitala Św. Anny w Piasecznie na urologię. W szpitalu otrzymałam informację, że urologia nie działa i wykonywane są tylko przyjęcia planowe. Pani z recepcji zasugerowała szpital im. Orłowskiego. Gdzie pojechałam.
Dzień 5
Na SORze w Orłowskim dostałam kolejne środki przeciwbólowe i skierowanie na TK z kontrastem na następny dzień. Z coraz większym bólem wróciłam do domu i rano we wtorek, pojechałam do przychodni na TK z kontrastem. Okazało się jednak, że pierwszy wolny termin to 25.02.2021. W Orłowskim rozłożyli ręce i zasugerowali aby wrócić na SOR, jak ból będzie nie do zniesienia.
W tym samym czasie udało nam się prywatnie zamówić wizytę u lekarza wykonującego TK w Orłowskim. Lekarz przebadał mnie i stwierdził, że powinnam spróbować kolejny raz przyjechać na SOR, bo „nie jest dobrze”.
Dzień 6
Była środa po południu. Kolejny raz trafiłam na SOR w szpitalu im. Orłowskiego w Warszawie. Moje wyniki z minuty na minutę się pogarszały. Parametry krwi miały tylko oznaczenia H i L, nie miałam żadnych wyników w normie. Lekarz dyżurny stwierdził ostry stan kolki nerkowej, kamicę moczowodu prawego oraz odmiedniczkowe zapalenie nerki prawej. Po czym z wypisem wyrzucił mnie z SORu tłumacząc swoje postępowanie brakiem miejsc w szpitalu. Jednocześnie powiedział, że kwalifikuję się na operację w trybie pilnym i polecił szukać miejsca w innych szpitalach.
Dzień 7
We środę w nocy trafiłam do Międzylesia (MSSW) na SOR. Nie bardzo już wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nie wiem czy miałam tak wysoką gorączkę czy mój organizm odcinał mnie w ten sposób od ogromnego bólu zatkanej i zainfekowanej nerki. Nie wiem ile osób było w poczekalni, nie pamiętam ile czasu spędziłam na badaniach i łóżku w korytarzu. Wiem, że z kodem czerwonym trafiłam rano na oddział i na stół. Priorytetowo wykonano mi udrożnienie nerki i opanowano w miarę ból, który mnie odcinał od świata.
Wiem tylko jedno, że piątku już bym nie przeżyła bez interwencji chirurgicznej.
Postanowiłam żyć
Nawet teraz kiedy to piszę, nie do końca zdaję sobie sprawę z zagrożenia jakie mnie spotkało. I do końca swoich dni będę wdzięczna tym niesamowitym lekarzom za pomoc i opiekę jakiej doświadczyłam. To jednak nie koniec…
Po operacji zaczęłam gorączkować… Tak na prawdę ostro i często. Przerwy między jednym gorącem a drugim to 4 godziny. Miałam podawane naprzemienne leki obniżające gorączkę i wtedy zaczęłam „widzieć”…
Najpierw pojawił się głos w mojej głowie mówiący mi, że będzie dobrze, że mam skupić się na sobie. Potem były dwa głosy – jeden mój zadający milion pytań i drugi też jakby mój ale nie mój, spokojny, odpowiadający na moje pytania. Rozmowa wydawała się trwać bez końca. Wszystkie pytania jakie miałam zostały wyjaśnione. Niestety nie umiem już ich wszystkich przytoczyć. Jedno jednak pamiętam dokładnie, głos w mojej głowie kazał skupić mi się na sobie i swoich odczuciach, nie tracić energii na rozgrywanie scenariuszy w mojej głowie, kazał mi fizycznie oszczędzać energię.
Moja twarz i ciało paliły, czułam jak wewnętrzny ogień spala mi organy. Dostawałam bardzo silny antybiotyk, taki, że przygotowujące go pielęgniarki zmieniały rękawiczki na grubsze jak mi go podawały. Po tym antybiotyku wymiotowałam i miałam gorączkę. Moje ciało dosłownie płonęło. Non stop pękały mi żyły, w które wprowadzany miałam kolejny i kolejny wenflon. Czułam się podle, w głowie mi wirowało, miałam non stop odcinki.
Każde jednak zapadnięcie w sen – nie sen, pokazywał mi inny rodzaj emocji. To, co pamiętam dokładnie, a była to trzecia doba gorączki powyżej 39 stopni, to czas w jakim zobaczyłam to, co dzieje się z naszą planetą. Wiem, jak to brzmi, wiem, że nawet teraz jak to piszę, mam wrażenie, że wariuje i zmyślam – ale czemu właśnie tak?
Wszystkie moje „podróże” miały ten sam schemat, zasypiałam lub odcinało mnie tutaj i pojawiały się krótkie epizody, jak filmy, które pokazywały mi różne oblicza emocji, stanów itp. Najmocniej zadziałał na mnie epizod, w którym jestem w ciemnej przestrzeni, która jednak jest jakby oświetlona. Widzę z góry ziemię, która paruje. Jestem jakby energią, bo nie widzę swojego ciała, jest ciemno ale jasno i wokół ziemi widzę bardzo dużo kul, planet, nie mam pojęcia co to było. Nagle dwie istoty z energii zsuwają powłokę ziemską i odsłaniają to, co jest pod płaszczem, który znamy. Widzę kulę ziemską zrobioną z tytanu, w którym są dziury i buzuje lawa. Wiem, że to moja wina, nie słysząc żadnych słów. Jedyny dźwięk, który słyszę to słowa – „zacznij od siebie, rób to co umiesz najlepiej”. Potem się budzę, temperatura spada.
Temperatura zawsze rosła mi koło 16:00 – 17:00. Kolejne epizody nie są już tak wyraźne. I nie pamiętam ich tak dokładnie. Jednym z nich były emocje, które wtedy przeżywałam. Drugim relacje międzyludzkie na poziomie rodziny. I kolejnym, który dobrze pamiętam jest epizod, w którym moje ciało wygląda jak z kostki Rubika, gdzie świecą poszczególne elementy. I ktoś mi te świecące elementy wymienia na zgaszone. Więcej rzeczy niestety już nie pamiętam.
Postaci świetlne, które widziałam były bardzo wysokie, obłe na górze i rozchodzące się na dół. Bez twarzy, miały dwie ręce jakby bez palców. Widziałam ich tylko obrys.
Po paru dniach temperatura minęła i wypisano mnie do domu. Mam założony wewnętrzny cewnik i czeka mnie jeszcze jedna operacja w styczniu. Nie boję się jej.
Lekcje do odrobienia
To, co udało mi się zapisać jeszcze nazwałam po prostu lekcje. I oto one. Proste i oczywiste. Będę się ich trzymać i pracować na razie nad sobą. Nie wiem również, czy wszystko co napisałam powyżej to nie był po prostu sen. Acha i jeszcze jedno. Po projekcjach wiedziałam jak zrobić zewnętrzną protezę kolana w postaci małej płytki ale teraz nie mam pojęcia jak. Mam w głowie tylko kształt i miejsce gdzie powinno to się montować na ciele. No i oczy… Moje oczy już nie są moje ale widzę to tylko ja…
Lekcje:
– Nie oceniaj
– Dbaj o własną energię świadomym oddechem
– Słuchaj siebie
– Nic nie musisz – chcesz
– Myśl pozytywnie
– Skupiaj się na małych rzeczach
– Wybieraj opcje korzystne dla ciebie
– Masz każdą odpowiedź w sobie
– Jesteś jednością
– Nie bój się
– Działaj jak masz wpływ na sytuację, jak nie – obserwuj
(Więcej nie zapamiętałam ale było tego bardzo dużo)

